Rozłam w Prawie i Sprawiedliwości nie ma podłoża ideowego, lecz ambicjonalne i może okazać się największym politycznym prezentem dla Donalda Tuska – ocenia prof. Ryszard Legutko. Były eurodeputowany uważa, że na konflikcie stracą obie strony, a uwaga opinii publicznej odwróci się od problemów rządu.
Prof. Ryszard Legutko nie ma wątpliwości, że konflikt w Prawie i Sprawiedliwości będzie miał poważne konsekwencje dla całego obozu prawicy. Były eurodeputowany ocenia, że obecny kryzys nie wynika z różnic programowych, lecz z ambicji politycznych, a jego największym beneficjentem będzie Donald Tusk i rządząca koalicja.
– Stała się rzecz bardzo, bardzo niedobra. To jest wielkie rozczarowanie dla konserwatywnych, prawicowych wyborców. W Polsce tak nie powinno być. To jest najgorszy moment. Nie ma tutaj żadnego usprawiedliwienia ani okoliczności łagodzących – mówi Ryszard Legutko.
Zdaniem profesora trudno doszukiwać się ideowych powodów obecnego rozłamu. Nie widzi on dowodów na to, by strony konfliktu różniły się w kluczowych kwestiach dotyczących kierunku polityki państwa czy miejsca Polski w Unii Europejskiej.
– Nie wydaje mi się, żeby to były jakieś ideowe różnice. Nic na to nie wskazuje. To są raczej sprawy ambicjonalne – mówi Ryszard Legutko.
Jak podkreśla, Mateusz Morawiecki od dłuższego czasu próbował budować własną pozycję polityczną. W jego ocenie napięcia wokół byłego premiera narastały od lat, a obecne wydarzenia są jedynie konsekwencją wcześniejszych procesów wewnątrz partii.
Najmocniejsza diagnoza byłego europosła dotyczy politycznych skutków konfliktu. Legutko uważa, że niezależnie od tego, kto ostatecznie okaże się zwycięzcą wewnątrz PiS, ugrupowanie jako całość straci.
– Nikt na tym nie wygra. Ani Morawiecki, ani partia Kaczyńskiego. Jedna i druga strona straci, a kto zyska? Na pewno zyskuje rząd – w sensie propagandowym i wizerunkowym – a zapewne zyska także Konfederacja – ocenia.
Według profesora moment wybuchu kryzysu jest szczególnie niekorzystny dla największej partii opozycyjnej.
Legutko zwraca uwagę, że wewnętrzny konflikt w PiS zdominował debatę publiczną właśnie wtedy, gdy – jak ocenia – rząd mierzy się z kolejnymi kryzysami i aferami.
– W momencie, kiedy rząd popada w coraz większe skandale, kiedy ze wszystkich sił próbuje jakoś to łatać, klajstrować, zasłaniać, mistyfikować, wychodzi sprawa frakcji w Prawie i Sprawiedliwości. Kto już pamięta o Szpitalu Południowym i o dziesiątkach innych rzeczy, które dzieją się w Polsce za sprawą rządu? Po prostu chce się płakać – mówi Ryszard Legutko.
Jego zdaniem obecna sytuacja pozwala obozowi rządzącemu przenieść uwagę opinii publicznej z własnych problemów na kryzys największego ugrupowania opozycyjnego.
Pytany o scenariusz, w którym Jarosław Kaczyński ostatecznie usuwa z PiS środowisko Mateusza Morawieckiego, były eurodeputowany nie ma wątpliwości, jak zostanie to wykorzystane politycznie przez premiera.
– Oczywiście będzie to duży triumf. Donald Tusk powie: „To nie są ludzie poważni. Ja trzymam ster twardo w swoim ręku i kieruję Polskę ku europejskiej przyszłości”. Oczywiście będzie to wielki triumf – mówi Ryszard Legutko.
Jednocześnie zaznacza, że nie wyklucza scenariusza, w którym po pewnym czasie obie strony zdecydują się na porozumienie. Jak ocenia, przedłużający się konflikt będzie zwiększał polityczne koszty zarówno dla środowiska Jarosława Kaczyńskiego, jak i Mateusza Morawieckiego.
Źródło: Radio Wnet.fm
