Powrót do listy Następny artykuł Poprzedni artykuł

Ryszard Legutko: Unia Europejska to nie jest klub dżentelmenów

1 maja 2019 r.
Udostępnij
Ryszard Legutko: Unia Europejska to nie jest klub dżentelmenów
- Unia Europejska to nie jest dobry wujek. Albo siedzimy przy stole i dyskutujemy i mamy dobre karty, albo jesteśmy ubogim krewnym, któremu bogaty wujek daje wsparcie i nie pyta o zdanie, bo mu pomaga - mówi prof. Ryszard Legutko.

15 lat Polski w Unii Europejskiej. Jak ocenia Pan ten czas?

Unia się zmienia i zmienia się w niej nasza rola. Nie jesteśmy już uczniami czy czeladnikami, którymi inni się opiekowali. Wschodnia Europa zaczyna mówić własnym głosem i prowadzi to już do różnych napięć. W UE rośnie presja na federalizację. O ile na początku UE była miejscem, które dawało nam możliwości rozwojowe, o tyle teraz jest to miejsce, gdzie toczy się spór a nawet konflikt o to, czym ta Unia ma być. W mniejszym stopniu jest to wehikuł rozwoju dla nas obecnie, ponieważ staliśmy się prężnym krajem z konkurencyjną gospodarką.

Jak Unia będzie wyglądała za kolejne 5 czy 15 lat?

Jeśli pójdziemy w kierunku większego federalizmu, to będziemy mieć konflikt. Jeżeli uda się powstrzymać proces federalizacji i doskonalić istniejące mechanizmy, wtedy Unia odzyska siły. Jest to organizacja czy system instytucji coraz bardziej zajęty własnymi problemami i politycznym narcyzmem. Albo federelizm, więcej Europy i budowanie ponadnarodowych struktur, np. europejskiej armii, rozszerzenie strefy euro, europejska prokuratura, albo zatrzymujemy się na poziomie traktatu lizbońskiego lub częściowo go zmieniamy czy doprecyzujemy i mamy Unię, która trwa i się rozwija.

Jakich reform potrzeba?

Unia nie ma klarownego podziału władzy. W UE mamy taki nieformalny system władzy wynikający z siły politycznej poszczególnych państw. Najwięcej do powiedzenia mają Niemcy i Francja. To tworzy system nietransparentny. O ile Komisja Europejska grozi takim krajom, jak Polska czy Węgry, to Niemcom czy Francji się raczej nie grozi. Gdyby polski rząd postępował z demonstrantami tak, jak rząd francuski, to zapewne bylibyśmy już dawno w Trybunale Sprawiedliwości. Mamy zatem dwie struktury władzy, formalną i nieformalną, której nie da się uporządkować. Moim zdaniem największymi wrogami Unii są obecnie tzw. euroentuzjaści, którzy chcą więcej federalizmu i więcej integracji. Eurosceptycy czy eurorealiści są w tej sytuacji siłą stabilizującą sytuację w Unii.

Początki Unii to jednak właśnie integracja gospodarcza, utworzenie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. Kościół mówi o potrzebie wprowadzenia w poczet świętych ojców- założycieli UE, Roberta Schumana i Alcide’a De Gasperi.

Schuman i de Gasperi, jeśli zostaną świętymi, to nie z powodu Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. To byli bardzo pobożni katolicy, którzy wiele zrobili po wojnie dla pojednania między narodami, w szczególności dla pojednania francusko-niemieckiego. Mało kto czyta ich teksty, które są ambiwalentne. Wówczas to był bardzo wstępny etap integracji. Nie mogli zatem przewidzieć, co się będzie działo. Oni mówili o jedności europejskiej, w sensie jedności jednego europejskiego narodu. Jednak integracja europejska jest niemożliwa bez zachowania wielu tożsamości narodowych. Ojcowie - założyciele mówili o integracji politycznej, ale również o chrześcijaństwie, które dla nich było niezwykle ważne. Nie wyobrażali sobie procesu integracyjnego poza sferą chrześcijaństwa. To są wartości, które dzisiaj nie są przywoływane.

Czy Unia ma obecnie jakieś wspólne wartości? Na czym one powinny się opierać?

Na czym się opiera, a na czym powinna się opierać Unia - to są dwa różne pytania. W tej chwili Unia coraz bardziej poddawana jest monoideologii, która jest lewicowa czy liberalno-lewicowa. Co oznacza, że prawicowa część Unii, czyli ta, która stworzyła czy ruszyła integrację - chadecja, w zasadzie nie istnieje. Europejska Wspólnota Węgla i Stali, wspólny handel i wspólny rynek to były idee chrześcijańskiej demokracji. Istnieją pojedynczy politycy, którzy są chadekami, ale ruch jako taki stracił na znaczeniu. W Niemczech jest to partia władzy, która nie ma agendy światopoglądowej, natomiast przyjmuje idee lewicowe praktycznie bez oporów. We Francji chadecja nie istnieje. W Parlamencie Europejskim mamy bez przerwy podnoszone kwestie LGBT, praw kobiet niezależnie czy dyskusje dotyczą energii czy polityki zagranicznej. I ta niby-prawica europejska za tym głosuje. Od 68 roku Europa integrująca się jest w rękach lewicy. Ewentualne zwrot w kierunku prawicowych wartości traktuje się w Unii jako zagrożenie demokracji.

Zwrot w kierunku lewicowych wartości był odpowiedzią na protesty społeczne ‘68 roku. Takiej Europy chciały ówczesne społeczeństwa, stąd zapewne też taka Europa, jaką mamy obecnie. Czy zwrot nie wynikał z błędów Kościoła również? We Francji oskarżano środowiska konserwatywne m.in. o złe traktowanie samotnych matek, o zbyt silny gorset wartości, o separowanie nieślubnych dzieci od ich rodzin.

Błędem Kościoła było to, że stracił swój autonomiczny głos i zaczął się podlizywać, ponieważ chciał się uwspółcześnić. Przestał być znakiem sprzeciwu. Starał się wejść w świat na nie swoich warunkach. Aggiornamento (wł. uaktualnienie) jest hasłem niejednoznacznym, ale również miało taki sens. Dostrajanie się do świata, a nie świat miał się dostrajać. Oczywiście, że zaszły zmiany społeczne. Ja tego nie neguję. Ale w dużym stopniu były to zmiany narzucone. Instytucje zostały przejęte przez owych radykałów czy rewolucjonistów. I w rezultacie mamy to, co mamy. Wszelkie protesty wobec rewolucji obyczajowej są kompletnie ignorowane. Kiedy Francja legitymizowała małżeństwa homoseksualne, milion ludzi wyszło na ulice i zostało to kompletnie zignorowane. Podobnie w Rzymie. Nawet urzędujący papież nie zauważył tego miliona ludzi na ulicach Rzymu, choć miał blisko z Watykanu. Nie neguję zmian, ale nie zgadzam się na ignorowanie ruchów sprzeciwu wobec rozwiązań lewicowych.

Czego obecnie chcą Europejczycy Pana zdaniem? Mamy protesty we Francji, w innych krajach. Do władzy dochodzą partie, które jeszcze kilka lat temu nie istniały.

Różnie. Oczekiwania są chaotyczne. Jeśli przyjrzymy się temu, czego chcą “żółte kamizelki”, to jest miszmasz. Mamy konserwatywne wypowiedzi Salviniego i wygląda, że Europa powinna odzyskać związek z dziedzictwem chrześcijańskim, że ma dosyć eksperymentów społecznych. Wspólne w tych wszystkich ruchach jest to, że są to ruchy suwerenistyczne. My - kraje członkowskie chcemy mieć więcej do powiedzenia w naszych własnych sprawach. W Wielkiej Brytanii, która wprawdzie jest poza Unią już prawie, idea suwerenności jest bardzo ważna. I arogancja instytucji europejskich była jedną z przyczyn, dlaczego Brytyjczycy opowiedzieli się za brexitem w referendum w 2016 r. To jest najwyraźniejszy wątek, który widać w grupie niezadowolonych i domagających się reform. Zacznijmy od przestrzegania traktatów, ponieważ one są potwornie łamane przez instytucje europejskie. Pod pretekstem łamania praworządności, Unia wchodzi coraz głębiej w kompetencje władz narodowych. Weźmy kwestię definicji rodziny i małżeństwa. Na Węgrzech uruchomiono procedurę art. 7 m.in z powodu zapisu konstytucji węgierskiej, definiującego małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Trzeba by zacząć od tego, że traktaty są święte i nie można nimi dowolnie manipulować, a kraje czy rządy są wobec nich bezbronne.

Jaka jest rola Polski w Unii?

Polska jest ważnym krajem wschodniej części Europy. Ten podział na część Wschodnią i Zachodnią nie był ważny na początku. Teraz się to zmieniło. Podziały widać coraz wyraźniej. Stąd bardzo ważne jest budowanie koalicji wokół wspólnych interesów. Reaktywacja Grupy Wyszehradzkiej wzbudziła w Zachodniej Europie duży sprzeciw. Polska potrzebuje szerokiej koalicji i sojuszy.

Co pokazuje choćby dyskusja nad pakietem mobilności.

Niemcy, Skandynawia i Benelux brutalnie przeforsowały ten pakiet ze złamaniem reguł. Pakiet składa się z trzech dokumentów. Dwa z nich udało się utrącić na poziomie komisji transportu Normalna praktyka parlamentarna jest taka, że dokument, który nie przechodzi przez komisje - upada, czyli nie może zostać poddany głosowaniu plenarnemu. To zostało pominięte i przeforsowane. Nie możemy podlizywać się centrum, które będzie nas traktowało pogardliwe, jeśli nie będziemy mieć znaczącej siły w postaci głosów. Tu się liczy arytmetyka.

Podsumowując nasze 15 lat w UE, na początku drogi nie mieliśmy w głowach tej arytmetyki?

Mieliśmy niespójny obraz. Wyobrażaliśmy sobie, że Unia to jest klub dżentelmenów, którzy dyskutują o wartościach. A to jest miejsce, gdzie my, ludzie ze Wschodu, którzy wyzwolili się niedawno z tej strasznej komuny, będą głaskani po głowie. Będziemy dostawać pieniądze i będziemy beneficjentami, bo Unia to jest ten bogaty wujek. Tymczasem albo siedzimy przy stole i dyskutujemy i musimy mieć dobre karty, albo jesteśmy ubogim krewnym, któremu bogaty wujek daje wsparcie i nie pyta o zdanie, bo nam pomaga.

Jeśli nie bogatym wujkiem, to czym dla Polski jest obecnie Unia Europejska?

Jest to organizacja, w której staramy się być równoprawnym członkiem. Organizacja, która wymaga reform, która jest bardzo trudna w obsłudze z uwagi na to, o czym mówiłem, czyli brak jasnej struktury władzy. I trzeba się tej obsługi nauczyć.

Źródło : Polska the Times