Powrót do listy Następny artykuł Poprzedni artykuł

Ryszard Legutko: Niektórzy politycy w Unii są opętani misją czystej energii

8 maja 2019 r.
Udostępnij
Ryszard Legutko: Niektórzy politycy w Unii są opętani misją czystej energii

- Krakowska huta w jakiejś mierze płaci za politykę klimatyczną i energetyczną Unii Europejskiej - oceniał na antenie Radia Kraków europoseł PiS Ryszard Legutko. Władze Arcelor Mittal zapowiedziały, że od września będą wygaszać wielki piec i wstrzymają pracę stalowni. Jak tłumaczą, krakowska huta utraciła konkurencyjność w związku z rosnącym importem stali spoza Unii, rosnącymi cenami uprawnień do emisji CO2 oraz energii elektrycznej. "Polityka klimatyczna i energetyczna Unii jest coraz mniej pragmatyczna, a coraz bardziej ideologiczna" - mówił europoseł Legutko w porannej rozmowie Radia Kraków.

Nie było pieniędzy na płacowe żądania nauczycieli. Znajdą się dla fizjoterapeutów, którzy zaczynają dzisiaj strajk włoski?

- Nieprawda, że nie było pieniędzy. Były, ale strajkujący i prezes Broniarz uznali, że to mało i oni chcą więcej. To nie jest róg obfitości. Nie wiem, jakie są żądania finansowe fizjoterapeutów. Paradoks polega na tym, że jesteśmy jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek w Europie, jest uszczelnienie systemu podatkowego, intensywne programy społeczne i nagle mamy wzmożenie strajkowe. Jeszcze, jeszcze, jeszcze więcej. Może to taka konsekwencja. Ludzie widzą, że przybywa pieniędzy i może coś się uda uszczknąć.

23 maja chcą o sobie przypomnieć opiekunowie osób niepełnosprawnych. Te wszystkie protesty utrudnią wygraną Zjednoczonej Prawicy w wyborach do PE?

- Myślę, że nie. To dowód tego, co mówiłem. W wyniku tych zmian są podwyższone oczekiwania ludzi. Część tych protestów i ruchów nabiera charakteru antyrządowego. To jazda, która nie ma nic wspólnego z ekonomią. To polityczna zadyma. To kosztowało nauczycieli utratę zaufania. To się przerodziło w polityczne zadymiarstwo za sprawą prezesa Broniarza.

Jest pan byłym ministrem edukacji. Jest petycja w Sejmie dotycząca wprowadzenia zakazu strajku dla nauczycieli. Pan byłby za takim rozwiązaniem?

- To jest do rozważenia. Jakby mnie pan zapytał kilka tygodni temu, to bym powiedział, że jestem przeciw, bo etyka zawodu nauczycielskiego jest tak wyśrubowana, że nie ma mowy, żeby nauczyciele chcieli sparaliżować matury i szkodzić uczniom. Teraz muszę się zastanowić. To była jakaś lekcja i nauczka dla nauczycieli, rodziców, uczniów i polityków, którzy muszą podjąć decyzje.

Takie rozwiązania to nic nowego. Bodaj w Niemczech to działa.

- Tak. Są zawody, którym się ogranicza prawo do strajku. To paraliżuje system. Szkoły nie mogą być sparaliżowane, część energetyki, wojsko i służby. To nie jest nadzwyczajne, ale lepiej jest, gdy na straży reguł stoi etos grupy zawodowej, nie sąd i groźba kar. Skoro jednak to nie zadziałało, trzeba się nad tym zastanowić.

Prezydent Krakowa mówi, że pieniądze strajkującym nauczycielom się należą, ale póki co nie znajduje formalnych możliwości, żeby wypłacić wynagrodzenie. W pana ocenie te pieniądze nauczycielom się nie należą?

- Zgodnie z prawem nie. To gest włodarzy, żeby zapłacić. To nie jest nic, co przysługuje z mocy prawa. Strajk na tym polega. To uderzenie w pracodawcę, ale ma to też swoje koszty. Pracodawca nie płaci za to, że się nie pracuje.

W pana ocenie są jakieś unijne mechanizmy, które by pomogły krakowskim hutnikom? Na wrzesień władze Arcelora planują wygaszenie wielkiego pieca. Mówią, że to kwestia zbyt wysokich opłat za emisję CO2, zbyt wysokich cen energii i problemu importu stali spoza UE.

- Nie wiem, czy są instrumenty unijne. Na tyle, na ile znam sprawę, wydaje mi się, że przeciwnie. Tendencja w UE jest taka, żeby płacić maksymalnie dużo za emisję CO2, żeby zmusić rządy krajów członkowskich do odchodzenia od pewnego typu energii i przyjmowania energii zielonej. To duży cios w niektóre kraje, które opierają się na węglu i mają rozwinięty przemysł ciężki. Tam to odejście nie jest łatwe. Polska należy do grupy takich krajów i od początku mówiliśmy, że to zagrożenie. Interesy Polski i wielu krajów Unii się tutaj rozmijają.

Pan zaryzykowałby stwierdzenie, że krakowscy hutnicy płacą za politykę energetyczną, klimatyczną i gospodarczą Unii?

- W jakimś sensie tak. Ta polityka jest coraz bardziej nierealistyczna i ideologiczna. Od czasu do czasu udaje nam się obniżyć progi, ale widać na twarzach moich kolegów posłów z PE uniesienie. To ich misja. Oni są opętani misją czystej energii i przestają reagować na sygnały rzeczywistości.

Przejdźmy do głośnej sprawy zatrzymania o 6:00 we własnym mieszkaniu Elżbiety Podleśnej. W pana ocenie takie działania policji były uzasadnione?

- Jest takie prawo w Polsce, które dotyczy obrażania uczuć religijnych. To jest coś, co jest w Polsce karalne. Tyle mogę powiedzieć. Byłem oburzony i jestem oburzony tymi występami. To są grupy aktywistów homoseksualnych i ich akolici. Oni działają coraz bardziej brutalnie i chamsko. Atakują symbole religijne, atakują brutalnością, żeby obrazić i upokorzyć. Oni są bezkarni. Jest przekonanie, że im wszystko wolno. Gołe, tańczące lesbijki w Kościołach, ataki na księży i biskupów. To nie jest przyjemne. To wzrost niekontrolowanej wulgarności. To dociera do Polski na fali antyklerykalizmu i antyreligijności. Mnie to się zawsze ściśle kojarzy z komuną. Komuna zaczęła od tego, że trzeba zniszczyć Kościół. Ruch przeciw komunizmowi rozpoczął się od tego, że nie będziemy tolerować agresji i chamstwa wobec religii. Ci, którzy atakują teraz religię są kontynuatorami - w innej scenerii - tej komunistycznej tradycji.

Czyli ma sens przepis o obrazie uczuć religijnych?

- Ma sens. Mnie się słowo uczucia nie podoba, ale to jest w prawie. Nie chodzi o to, że ja się czuję źle. To nie jest subiektywne uczucie. Nie jest nim też poniewieranie polskiej flagi. Chodzi o symbole i znaki uważane za ważne, nietykalne, święte, godne szacunku. Kto tego nie robi, działa w sposób antykulturowy. To jest działanie głęboko antykulturowe.

Co z tą wolnością na polskich uniwersytetach? Po tym jak Uniwersytet Warszawski odciął się od słów szefa Liberté usłyszeliśmy słowa zwątpienia. Jest wolność na uniwersytetach, czy nie?

- W porównaniu z tym, co się dzieje w USA i Europie Zachodniej, u nas wolność jeszcze jest. Nie byłbym jednak taki bezpieczny. Koledzy profesorowie nie są do końca godni zaufania. Uniwersytet Warszawski się odciął, ale dopiero jak się zaczęła awantura. Wcześniej rektorowi się to podobało, bił brawo. Mam porachunki z UW. Miałem wygłosić tam wykład im. profesora Geremka. Zawsze to było na Uniwersytecie Warszawskim. Jak wygłaszał Cimoszewicz, brama była otwarta. Jak ja miałem wygłosić wykład, nie można było. Nie wiem. Był remont sali, awaria. W każdym razie nie mogłem wygłosić. Jest coś takiego wśród polskiej kadry, co źle rokuje. Zwracam się do swoich kolegów, żeby tego pilnowali. Skończy się tak, jak w USA – zastraszaniem i terrorem ideologicznym.