EKR dotychczas była trzecią siłą w Parlamencie Europejskim i liczy 77 parlamentarzystów. Tymczasem według szacunków europarlamentu frakcja w nowym PE ma mieć 59 europosłów. W obliczeniach nie uwzględniono jednak wszystkich potencjalnych nowych kandydatów do ugrupowania, wśród w nich m.in. prawicowej hiszpańskiej partii VOX, z którą politycy EKR prowadzili wcześniej rozmowy.

Legutko poinformował, że udaje się do Brukseli na rozmowy z różnymi partiami politycznymi na temat przyszłości grupy po wyborach. "Rozmowy rozpoczynają się" - podkreślił. Jak dodał, EKR ma własne obliczenia potencjalnej liczby miejsc we frakcji, z których wynika, że posłów będzie więcej, niż prognozuje europarlament. "Przewidujemy, że minimum tylu, ilu jest obecnie" - wskazał polityk.

To, że PE spodziewa się zmniejszenia liczby mandatów we frakcji EKR, wynika m.in. z przewidywanego słabego wyniku brytyjskich torysów. Zgodnie z obecnymi szacunkami zdobyli oni cztery miejsca w PE, podczas gdy w kończącej się kadencji mieli ich 19.

Według tych samych przewidywań największą partią w EKR ma być Prawo i Sprawiedliwości z 23 mandatami. Już teraz jednak z oficjalnych wyników w Polsce wiadomo, że PiS będzie miał 27 mandatów.

W grupie EKR według prognoz PE ma znaleźć się także trzech posłów z belgijskiego Nowego Sojuszu Flamandzkiego (N-VA), czterech z czeskiej konserwatywnej Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), pięciu z narodowo-konserwatywnego ugrupowania Bracia Włoch (FdI), trzech z holenderskiego narodowego Forum Demokratycznego (FvD), dwóch z holenderskiej koalicji chadeckiej Unii Chrześcijańskiej (CU) i chrześcijańsko-prawicowej Politycznej Partii Protestantów (SGP), trzech z nacjonalistycznych Szwedzkich Demokratów (SD), dwóch z fińskiego narodowego ugrupowania Finowie (F) i dwóch z nacjonalistycznego bułgarskiego WMRO. We frakcji maja się też znaleźć pojedynczy posłowie m.in. z Danii, Chorwacji, Litwy, Łotwy, Rumunii i Słowacji.

Hiszpański Vox według wstępnych sondaży zdobył 6,2 proc. poparcia i trzy mandaty. Są też inne ugrupowania, których wcześniej nie było w Parlamencie Europejskim, a które otrzymały w nim miejsca.

W kwestii budowy potencjalnych koalicji nie można też zapominać o wizycie w Polsce na początku stycznia tego roku wicepremiera Włoch Matteo Salviniego, który kieruje federalistyczną partią Liga Północna. Według wstępnych sondaży jego ugrupowanie zdobyło 28 miejsc w PE. Salvini w Polsce spotkał się w styczniu m.in. z premierem Mateuszem Morawieckim oraz liderem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Media spekulowały wtedy, że może chodzić o budowę sojuszu w Europie.

"Szanse ciągle są. Zobaczymy" - powiedział Legutko pytany o ewentualne rozmowy z partią Salviniego.

Obecnie PE zalicza partię Salviniego do frakcji Europa Narodów i Wolności. Prognozy PE obarczone są jednak dużą dozą niepewności z uwagi na to, że proces kształtowania rodzin politycznych uzależniony był od wyników wyborów.

W kontekście tych wyników nie można zapominać też o węgierskim narodowo-konserwatywnym Fideszu premiera Viktora Orbana. Wiceszef frakcji EKR w PE Hans Olaf Henkel powiedział w niedzielę wieczorem w PE w Brukseli, że partia Orbana mogłaby być potencjalnym kandydatem do członkostwa w EKR, ale decyzja w tej sprawie będzie należała do nowego kierownictwa EKR i samego Orbana. Fidesz jest obecnie członkiem Europejskiej Partii Ludowej (EPL), jednak jest w partii zawieszony. Orban oświadczył też, że wycofuje poparcie partii dla Niemca Manfreda Webera jako kandydata EPL na przewodniczącego Komisji Europejskiej. Spowodowało to napięcia wewnątrz frakcji chadeków.

Henkel powiedział też w niedzielę, że choć z prognoz wynika, iż EKR nie będzie już tak dużą frakcją w PE, jak obecnie, to nie jest ona grupą, dla której wielkość jest najważniejsza. Podkreślił przy tym, że frakcja nie zamierza przyjmować skrajnych ugrupowań w swoje szeregi tylko dlatego, by stać się większym ugrupowaniem.