Powrót do listy Następny artykuł Poprzedni artykuł

Ryszard Legutko dla portalu "Wpolityce.pl"

13 marca 2015 r.
Udostępnij

wPolityce.pl: Uczniowie szkół w Aleksandrowie Kujawskim zostali zaprowadzeni na wiec Bronisława Komorowskiego. Pan żył w czasach „malowania trawy na zielono”, gdy przyjeżdżał gdzieś pierwszy sekretarz PZPR. Obrazki z Aleksandrowa wydały się Panu znajome, prawda?

Prof. Ryszard Legutko: No tak, to się kojarzy z czasami minionymi. Gdy byłem dziecięciem, to też mnie i inne dzieci prowadzono na rozmaite przejazdy różnych sławnych gości, typu cesarz Hajle Syllasje. Też dali nam chorągiewki do rąk i kazali machać. Faktycznie wydarzenie to mocno się kojarzy.

Czy taka bizantyjskość, to cecha charakterystyczna obecnej władzy?

To jest cecha charakterystyczna współczesnej Polski, tej Polski ostatnich 10 lat. Została wytworzona atmosfera, że wyczekuje się od ludzi, od grup pewnych zachowań, które są uznane za zachowania nie tylko polityczne, ale i należące do kanonu „przyzwoitego człowieka”. To jest niemożliwe, ale gdyby jakiś dyrektor szkoły wziąłby dzieci na publiczne spotkanie, na którym przemawia Jarosław Kaczyński, to byłby od razu skandal, napiętnowanie, że to polityka, upartyjnianie, że dzieci trzeba chronić. A co się mówi dzisiaj? Że to „lekcja obywatelskości”. Uczelnie, szkoły bez problemu pozwalają na wynajmowanie sal nawet nie tylko politykom, ale w ogóle stronie wiernej rządowi PO. Natomiast, gdy opozycja chce coś wynająć, to od razu pojawiają się całe zastępy moralizatorów przestrzegających przed upartyjnianiem instytucji. Nic nie wiem o dyrektorze tej szkoły, ale on pewnie ma wdrukowane, że tak trzeba było zrobić.

Właśnie. Czy uważa pan, że to była jej indywidualna decyzja, czy stał za nią sztab Bronisława Komorowskiego? Sztab odżegnuje się od tego. Wierzy mu pan?

Przecież ktoś rozdał tym dzieciom materiały wyborcze Bronisława Komorowskiego. Krasnoludki tego raczej nie zrobiły. Pani dyrektor, czy burmistrz, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że robiąc to działają w interesie własnym. I wiedzą też, że się nie narażają, bo przez chwilę w niektórych mediach przewali się, nawet nie burza, ale kapuśniaczek. Odwrotnie: gdyby odmówili, to wówczas mogliby mieć problemy. Jest pewne takie zinternalizowanie odruchów pod wpływem propagandy i być może strachu. To jest specyfika Polski jeszcze sprzed rządów PO. Tak się dzieje od 2005 r., gdy Platforma zaczęła swoją wojną z PiS. To od tego momentu widoczne są takie reakcje i bezpieczniej było stanąć po stronie PO niż PiS. Był kiedyś taki przypadek, że ambasadorzy polscy dystansowali się publicznie od ówczesnego Prezydenta RP. Wiedzieli doskonale, że to sprzyja ich karierze. To nie był akt odwagi – jak próbowano ich tłumaczyć, lecz akt konformizmu.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki