Jego zdaniem, traktowanie liberalizmu, jako koncepcję rozszerzającą wolność, to jeden z największych intelektualnych szwindli w historii filozofii.

"Liberalizm nie ma nic wspólnego z wolnością. Jest koncepcja bardzo głębokiej inżynierii społecznej. A inżynieria społeczna zawsze wiąże się z rygorami, z głębokim wnikaniem w tkankę społeczną, z bardzo silną ingerencją w sposoby myślenia" - wylicza polski polityk.

"Z liberałami jest tak: mówią, że są za wolnością, ale zapanuje ona dopiero wtedy, jeżeli wszyscy będą tacy jak oni, czyli będą za liberalnym porządkiem. Zawsze, zatem trzeba zacząć od jakiejś wielkiej czystki - tego wyrzucić, tamtego uciszyć, tego zmarginalizować, tamtemu powiedzieć, co się o nim myśli. A jak już wreszcie narzucą swoja koncepcję, to będzie najwspanialej na świecie" - ironizuje Legutko.

Zwraca uwagę, że współcześni liberałowie, to ludzie, którzy nieustannie robią porządki. Nieustannie piętnują.

"Liczba grzechów, które można dziś popełnić, które się dziś piętnuje jest znacznie większa niż za komuny. Za komuny można było być rewizjonistą, imperialistą, burżujem i oczywiście konsekwencje mogły być bardzo niedobre. Teraz natomiast można być seksistą, homofobem, populistą, mizoginem, binarystą, europocentrystą, rasistą, siewcą mowy nienawiści, transfobem - liczba potencjalnych przewin, myślozbrodni, jak mówił Orwell, jest nieskończona. Żyjemy w czasie, gdzie jest szalenie niebezpiecznie cokolwiek powiedzieć, czy cokolwiek pomyśleć, bo zaraz rzucą się na człowieka, jako na faszystę, eurosceptyka itd. Sytuacja staje się niezwykle groźna. Kiedy mówi mi się dzisiaj, że żyjemy w świecie wolnym, to mnie ogarnia śmiech. Oczywiście wolności jest na razie więcej niż w PRL-u, ale jednocześnie z niebywałą szybkością rosną jej ograniczenia" - ostrzega eurodeputowany.

Źródło: PAP, Dziennik Gazeta Prawna