Powrót do listy Następny artykuł Poprzedni artykuł

Prof. Legutko: To nie jest wyskok jakiejś niemieckiej posłanki, ale stanowisko wielu polityków europejskich

6 października 2020 r.
Udostępnij
Prof. Legutko: To nie jest wyskok jakiejś niemieckiej posłanki, ale stanowisko wielu polityków europejskich

„Czy Katarina Barley kiedykolwiek była w Polsce? Czy zna chociaż jedno polskie słowo? I ona będzie się wypowiadać na temat naszego kraju jako wielka demokratka? Ale rządzi większość, niezależnie od wyboru. To oni ustalają reguły, potem te reguły interpretują na swój sposób, następnie sami je łamią i twierdzą, że wszystko jest w porządku. To od początku do końca hucpa” — mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS, współprzewodniczący grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

wPolityce.pl: W poniedziałek miała miejsce debata w Parlamencie Europejskim. Z jednej strony europosłowie PiS wypowiadali się w mocnych słowach o kwestii tzw. praworządności. Z drugiej strony mieliśmy radykalne wystąpienia, jak oskarżenia europoseł Sylwii Spurek. Wyglądało to burzliwie.

Prof. Ryszard Legutko: I tak, i nie. Dlatego, że zainteresowanie jest właściwie znikome, a tylko kilka osób traktuje to jako okazję. A co do wystąpienia polskiej europosłanki, to wolałbym się nie wypowiadać.

Dlaczego?

Nie jestem w stanie udźwignąć czy wymieniać poglądy od pewnego poziomu wypowiedzi. To się w ogóle nie kwalifikuje do komentarza.

Podczas debaty głos zabierała wiceprzewodnicząca PE Katarina Barley. Nie padły żadne przeprosiny. Można było odnieść wrażenie, że idzie w zaparte?

Wiadomo, że nie przeprosi, chyba że zostanie do tego zmuszona. Proszę zwrócić uwagę, że w ogóle jest to chora sytuacja, jeśli chodzi o Parlament Europejski. Ma on ponad 700 posłów, z czego ponad 50 z Polski. Cała reszta nie jest wybierana przez polskich wyborców, nie reprezentuje ich i nie jest przed nimi odpowiedzialna. I oni w tej ogromnej większości mają czelność wypowiadać się na temat spraw polskich i nas krytykować? Nie mają do tego żadnej legitymacji demokratycznej. Są w tym zupełnie bezkarni i mogą powiedzieć, co tylko im ślina przyniesie na język. To urąga wszelkim zasadom parlamentaryzmu. Kto to jest pani Barley? Jakaś socjalistka niemiecka… Czy kiedykolwiek była w Polsce? Czy zna chociaż jedno polskie słowo? I ona będzie się wypowiadać na temat naszego kraju jako wielka demokratka? Ale rządzi większość, niezależnie od wyboru. To oni ustalają reguły, potem te reguły interpretują na swój sposób, następnie sami je łamią i twierdzą, że wszystko jest w porządku. To od początku do końca hucpa.

Europosłowie PiS zapowiedzieli złożenie wniosku o odwołanie Katariny Barley z funkcji wiceprzewodniczącej PE. Pamiętamy, jak Ryszarda Czarneckiego, na skutek silnej presji, usunięto z tego stanowiska po wypowiedziach medialnych, a nie słowach na forum europarlamentu. Czy wniosek EKR będzie miał podobną skuteczność?

Ma znikome szanse, z powodów o których już mówiłem. Większość decyduje, a większość, czyli grupy tworzące „kartel” od lewa do prawa, stoją murem i nawzajem się bronią.

Dlaczego więc EKR składa wniosek o odwołanie Barley, skoro są znikome szanse powodzenia?

Cel jest między innymi taki, żeby pokazać, z jakim bezprawiem mamy tutaj do czynienia i jaki jest stosunek większości Parlamentu Europejskiego do Polski, polskich wyborców. Proszę, oto niemiecki polityk mówi o „zagłodzeniu”, wypowiada się kłamliwie, że żyjemy z pieniędzy unijnych, które następnie rząd i Jarosław Kaczyński wkładają do swojej kieszeni; posługuje się retoryką brutalną, pokazując pewien poziom zdziczenia politycznego. I takie jest stanowisko większości, taka jest właśnie postawa PE. Zobacz polski wyborco, że wypowiedź pani Barley, która wszystkich oburzyła, nie jest wyskokiem jakiejś niemieckiej posłanki, której nikt nie zna, ale stanowiskiem wielu polityków europejskich. Tak jest polski wyborco i wyciągnij z tego wnioski.

Czyli ten wniosek to też powiedzenie „sprawdzam” wobec polskich europosłów?

Nie mamy wątpliwości. Stara tradycja targowicka jest w Polsce mocno zakorzeniona. Szukanie pomocy u podmiotów zewnętrznych to niestety polska choroba. Nie zaczęła się ona dzisiaj, ani wczoraj, ale kilka wieków temu, będąc źródłem wielu tragedii i nieszczęść, jakie spadły na Polskę.

Not. ak

Źródło : portal Wpolityce.pl