Powrót do listy Następny artykuł Poprzedni artykuł

Prof. Legutko: Środowiska LGBT nie zaakceptują świata, który nie jest podporządkowany ich ideologii. To czysty objaw fanatyzmu

27 grudnia 2019 r.
Udostępnij
Prof. Legutko: Środowiska LGBT nie zaakceptują świata, który nie jest podporządkowany ich ideologii. To czysty objaw fanatyzmu

Dla nich niewyobrażalne jest to, że może być konserwatywny rząd, który twardo broni małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. Dla nich jest to oburzające, niezrozumiałe, to wybryk natury. Według środowisk lewicowych tego nie powinno być

— zwraca uwagę w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Ryszard Legutko, europoseł Prawa i Sprawiedliwości.

wPolityce.pl: Parlament Europejski przyjął rezolucję potępiającą dyskryminację i mowę nienawiści wobec osób LGBTI. Europosłowie uwierzyli w narrację opozycji i Roberta Biedronia?

Prof. Ryszard Legutko, europoseł: Niestety tak i to nie pierwszy raz. Myślę jednak, że rekord pod tym względem pobiło głosowanie nad poprzednią rezolucją, potępiającą kryminalizację wychowania seksualnego uczniów w Polsce, czyli potępianie czegoś, czego nie ma. Powiedziałem przewodniczącemu grupy EPL w Parlamencie Europejskim, że równie dobrze mogliby potępić polski rząd za to, że zabrania nauczana teorii Kopernika. To było niezwykłe osiągnięcie. Teraz mamy ciąg dalszy, czyli że w Polsce dzieją się jakieś straszne rzeczy homoseksualistom. Trzeba pamiętać o tym, że to są spory związane z homoseksualizmem, z szaloną koncepcją genderową. Dla istotnej większości lewicowej w PE jest to religia. To jest rzecz najświętsza ze świętych. Europejska Partia Ludowa stała się zakładnikiem lewicowej narracji. Europosłowie prywatnie mówią, że rzeczywiście jest to przesadzone, ale grzecznie podnoszą ręce. Jest jeszcze polska opozycja, która jak to ma w zwyczaju, judzi i knuje. Wszystko po to, żeby dokuczyć rządowi w Warszawie i rządzącej większości.

To kolejna próba nacisku środowisk lewicowych na Polskę, która stawia opór ideologii LGBT?

Oczywiście, że tak. Tego typu rezolucje nie mają żadnej mocy prawnej, sprawczej – niczego. To pusta deklaracja. Europosłowie uwielbiają pisać rozmaite rezolucje przy różnej okazji. Są takie – powiedziałbym – świętoszkowatości wśród europosłów, zwłaszcza po stronie lewicowej. Oni lubią wykrzyczeć coś, co uważają za głęboko słuszne albo oburzyć się na coś, co uważają za niesłuszne. Oczywiście, że jest to próba nacisku. Dla nich niewyobrażalne jest to, że może być konserwatywny rząd, który twardo broni małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. Dla nich jest to oburzające, niezrozumiałe i wybryk natury. Według środowisk lewicowych tego nie powinno być. Ich strategia polega na tym, żeby nas nie było, żeby nie było konserwatywnych rządów w Polsce czy na Węgrzech, żebyśmy wszyscy podporządkowali się tej ideologii. Świat, który nie podporządkowuje się tej ideologii jest dla nich światem nie do zaakceptowania. To czysty objaw fanatyzmu.

Dlaczego Komisja Europejska z takim uwielbieniem wraca do kwestii praworządności w Polsce?

Pamiętajmy, że to na razie jest początek funkcjonowania nowej Komisji Europejskiej. Ona tak naprawdę jeszcze nie zaczęła pracować. Mieliśmy posiedzenie Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE). Pojawił się na nim komisarz, który krytykował Polskę. Okazało się jednak, że on za dużo nie wie o tym, co dzieje się w Polsce. Ale ponieważ jest to w dobrym tonie, to musiał się wypowiedzieć. Mamy tez panią komisarz Jourovą, Czeszkę, która powiedziała, że przyjedzie do Polski. Oczywiście, niech jedzie do Polski, niech się spotyka, niech rozmawia. Pani komisarz Jourova trochę pokazała pazurki w poprzedniej kadencji, jednak jest ona postacią znacznie słabszą niż Frans Timmermans. Pamiętajmy również, że jest ona nominatką premiera Czech Andreja Babisza, który też jest przedmiotem planowanych rezolucji i dyskusji przez Parlament Europejski. Powiedziałbym, że nie jest to postać krystaliczna, jeśli chodzi o praworządność. Na razie są to tylko swego rodzaju pomruki. Jak dalece KE rzeczywiście się w to zaangażuje – zobaczymy. Wydaje mi się, że tutaj będzie szła mniejsza para, ale upatruję niebezpieczeństwo w Zielonym Pakiecie.

O jakie niebezpieczeństwo chodzi?

Co prawda jakieś ustalenia zostały poczynione na ostatniej Radzie Europejskiej, ale ja mam bardzo ograniczone zaufanie do obietnic, deklaracji a nawet podpisów składanych przez polityków europejskich. Grozi on Polsce i niektórym krajom europejskim poważnymi perturbacjami.

Czy to normalne, że Komisja Europejska będzie chciała zbadać zgodność projektu ustawy Prawa i Sprawiedliwości dot. sędziów z „unijnymi zasadami”?

Jeżeli pyta Pani o to, czy jest to zgodne z traktatami, pod względem prawnym, to odpowiem, że nie. Ale tu wszystko dzieje się metodą faktów dokonanych. Instytucje walczą o coraz większe kompetencje. Jest też tendencja do tego, żeby odbierać te kompetencje państwom członkowskim, a zwłaszcza tym słabszym, takim jak Polska. Pytanie o to, co będzie dalej. Oczywiście Komisja może to sobie analizować, ale czy znowu będzie jakaś skarga do Trybunału? Zobaczymy. Ja na razie wstrzymuję się z wyraźnymi deklaracjami, choć jestem pełen złych przeczuć. Pierwsze koty za płoty.

Czy zgodzi się ze słowami Donalda Tuska, że „Polska występuje z UE systematycznym i zamaszystym krokiem”?

Wiemy jaki jest Tusk. To osoba super toksyczna. Cały czas, od 2005 roku, strzyka jadem. Teraz, kiedy został szefem Europejskiej Partii Ludowej nie ma nic do roboty. Skupia się wyłącznie na atakowaniu polskiego rządu. Jego wypowiedzi nie mają żadnej wartości merytorycznej, w ogóle nie odnoszą się do rzeczywistości. Z jednej strony jest to jego toksyczna natura – nienawiść do Prawa i Sprawiedliwości za to, że został przez tę partię upokorzony, bo przegrał wybory w 2005 roku, czego nigdy nie zapomni. Z drugiej strony jest to taktyka uderzania w polski rząd, w której uczestniczą różni politycy. On jest akurat tym wygodnym instrumentem realizowania takiej polityki.

Donald Tusk nawołuje do protestów na ulicach w obronie praworządności. Jaki jest cel tego, co by nie mówić, sabotażu? Na co komuś wynoszenie polskich problemów za granicę?

Cała polityka opozycji jest polityką sabotażu. To polityka niesłychanie krótkowzroczna, obliczona na doraźne efekty, żeby odebrać polskiemu rządowi wszelkie możliwości niezależnego działania, aby został wykluczony przez instytucje europejskie, żeby rozpętać dzikie nastroje na ulicach. Jest to wyłącznie polityka niszczycielska. To się nie uda, ale nawet przy założeniu, że udałoby się to, to jaki mamy tu zysk dla Polski? To jest wiązanie pętli na własnej szyi oraz na szyi wszystkich przyszłych rządów. Tak samo rozhuśtywanie nastrojów społecznych, anarchizacja życia – nawet gdyby im się to udało, to tego wina do butelki już się nie wleje. To strasznie niszczycielska polityka. Jest to niestety zła polska tradycja, która w naszej historii przysporzyła nam wiele kłopotów. Doprowadziła nawet do upadku państwa. Oni są kontynuatorami tej najgorszej polskiej tradycji.

Czy to nie jest trochę tak, że Tusk ma wielką chrapkę na prezydenturę, ale boi się starcia z Andrzejem Dudą?

To, że Tusk zrezygnował z ubiegania się o prezydenturę pokazuje, że obawia się przegranej. Ma kompleks przegranej i nie chce ryzykować. Czy będzie próbował za pięć lat? Nie wykluczone, że  dostanie jakąś „fuchę” w polityce europejskiej i nie będzie mu się chciało przyjeżdżać do Polski. Donald Tusk jest człowiekiem raczej leniwym. Jest typem toksycznym i destrukcyjnym, ale leniwym, jeśli chodzi o działanie.

Rozmawiała Weronika Tomaszewska