O co toczy się gra w Europie

Minęło osiem miesięcy od wyborów do Parlamentu Europejskiego. Co udało się w tym czasie zrobić? Co możne pan profesor zapisać po stronie sukcesów? Kiedy rozmawialiśmy przed wyborami wspominał pan o budowie drogi S3.

- To trudne, bolesne pytanie. Sprawa korytarza transportowego jest kluczową sprawą dla Dolnego Śląska i Opolszczyzny. Zorganizowaliśmy na ten temat konferencję z samorządowcami we Wrocławiu. Problem jest taki, że nie wiadomo jaki wniosek wpłynął do Komisji Europejskiej ze strony rządu. Podstawowa walka toczy się w zasadzie w kraju. To jest walka między zachodnią stroną Polski: Wrocławiem i Szczecinem, a Katowicami i Gdańskiem.

Który region ma w takim razie większą siłę przebicia?

- Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że jeśli chodzi o Gdańsk i Katowice to one mają dość dobrą reprezentację w rządzie. Dolny Śląsk też ma dobrą, ale nie aż tak.

O co toczy się więc gra w sprawie budowy drogi?

- Tam jest kilka kwestii. Między innymi chodzi o zakres robót. Rząd chce ograniczyć zakres tych inwestycji tłumacząc, że im większy zakres tym szansa na wykonanie będzie mniejsza. Rząd jest zdania, że trzeba ostrożniej niż ambitniej. My natomiast uważamy, że trzeba ambitniej. No bo nawet jak się czegoś nie zrobi, to będzie to zawarte w całej strategii. Zobaczymy co z tego będzie.

Po stronie plusów z pewnością można zaliczyć wygraną Wrocławia w staraniach o lokalizację Biura Parlamentu Europejskiego.

- Tak, ale nie oszukujmy się, to nie jest nic strategicznie ważnego. Trzeba jednak powiedzieć, że Wrocław zaprezentował się z dobrej strony. Władze Wrocławia działały, przekonywały, informowały. To był pokaz sprawności Wrocławia, czego nie mogę powiedzieć o Krakowie, który w tej rywalizacji zajął drugie miejsce.
 
 No właśnie, Kraków to miasto z którego pan pochodzi i jest z nim związany. Nie miał pan dylematu kogo poprzeć w tej rywalizacji?

- Nie niemiałem. Od samego początku mówiłem, że nie mam dylematu. Jak mnie zaprosili koledzy z Małopolski ,żeby zastanowić się nad tym jak promować Kraków to im powiedziałem: Słuchajcie, nie liczcie na mnie -ja się teraz przenoszę do Dolnoślązaków i trzymam tylko z nimi.

Biuro będzie we Wrocławiu ale co to właściwie dla nas, mieszkańców tego regionu oznacza?

- Tak naprawdę będzie to biuro informacyjne. Dowiedzieć się tam będzie można o bieżących regulacjach i prawie europejskim. Wrocław będzie mógł to wykorzystać do promocji miasta. W kategoriach twardej polityki jednak to nie ma znaczenia. Dwa czy trzy pomieszczenia oraz dwie osoby na etacie.

Zaczyna się dyskutować o kolejnym budżecie Unii Europejskiej. Czy Polsce uda się uzyskać równie duże środki jak w obecnym budżecie?

- To będzie kluczowa sprawa tej kadencji. Myślę, że najważniejsza. Sprawy konstytucyjne wraz z Lizboną zostały wstrzymane. Tak naprawdę jeśli nie liczyć kryzysu, na który Parlament Europejski nie ma wpływu to właśnie będzie główna kwestia. Podejmowane są już pewne działania. Pamiętajmy, że Unia Europejska to są trzy instytucje: Rada, Komisja oraz Parlament i na każdym z tych poziomów zaczyna się coś dziać w tej sprawie. Istotne jest też to, co dzieje się w Polsce.

Która z wymienionych instytucji jest Polsce najbardziej przychylna?

- Na tyle na ile mogę się zorientować, w łonie Parlamentu Europejskiego nie powinno być specjalnych oporów przed rozwiązaniami korzystnymi dla Polski. Problem w tym, że w sprawie budżetu Parlament nie ma najwięcej do powiedzenia. Decydujący głos należy do Rady Europejskiej, czyli przedstawicieli rządów. Jeśli tam zapadnie decyzja korzystna dla Polski to wtedy cała reszta to zaakceptuje. Finalnie zobaczymy jak to będzie.

Unia oprócz dyskusji o pieniądzach rozważa kwestie moralne. Przeciwnicy przystąpienia naszego kraju do wspólnoty mówili, że unijni biurokraci narzucą nam między innymi ateistyczną wizję kontynentu. W ubiegłym roku Europejski Trybunał Sprawiedliwości wydał wyrok w sprawie krzyży we włoskiej szkole.

- Źle oceniam kierunek ideologiczno – światopoglądowy, który dominuje w dzisiejszej Europie. Po pierwsze w Europie jest wyraźna niechęć do chrześcijaństwa wśród szerokich rzesz politycznych i intelektualnych. To jest charakterystyczne. Są przypadki stosowania przemocy na świcie wobec chrześcijan. Chrześcijaństwo jest w tej chwili najbardziej represjonowaną grupą religijną. Mamy do czynienia z różnymi formami tych prześladowań: wyrzucanie z kraju, zastraszanie, a nawet zabijanie. I jeżeli taka sprawa staje na forum Parlamentu Europejskiego to wtedy deputowani starają się nie powiedzieć tego, że chodzi o chrześcijan tylko wymieniają różne grupy religijne

Może nie chcą preferować, żadnej religii. Starają się wykazać niezależność. Czy jest w tym coś złego?

- To jest zastanawiające jeśli rzecz dotyczy blogerów to słychać głosy: "Tak to jest ważne. Wiadomo internet jest sferą wolności..." Jeśli jednak chodzi o chrześcijan to im to nawet przez gardło nie przejdzie. To jest przedziwne. To jest jakaś polityczna poprawność, która ma wyraźny charakter antychrześcijański. Jeżeli jakaś krzywda dzieje się homoseksualistom to mówi się o homoseksualistach, a nie o innych prześladowanych grupach.

Dlaczego tak się dzieje?

-To jest jakiś mentalny paraliż, który tam obserwuję. Krytykuje się chrześcijaństwo, że jest antykobiece, że się nie lubi homoseksualistów. Robi się to chętnie. Natomiast żeby stanąć w obronie, to nawet przez usta im nie przechodzi.

Czy presja zdejmowania krzyży też jest przejawem takiej postępującej dyskryminacji? Ten temat wywołuje wiele kontrowersji i to nie tylko w Polsce.

- Bardzo źle reaguję na zdejmowanie krzyży. Pamiętam z jakim narażeniem te krzyże wieszano i w zdejmowaniu krzyża dostrzegam coś obrzydliwego. Nie chodzi jednak tylko o to, że zdejmowanie krzyża ma fatalną tradycję. Tak naprawdę chodzi o sam akt zdejmowania krzyża. Oni czerpią przyjemność z tego, że go zedrą. Tu nie chodzi jednak o pustą ścianę. Chodzi o akt zdarcia krzyża. Komunistom też nie chodziło o pustą ścianę. Szło im o to, żeby ludzie czuli się dotknięci, żeby było wiadomo kto tu rządzi.

Od wielu miesięcy jednak nie kwestia krzyży najbardziej zajmuje mieszkańców okolic Legnicy, a sprawa planowanej budowy kopalni odkrywkowej.

- O ile dobrze wiem to w dalszym ciągu wydawane są pozwolenia na budowę. Odkrywka jest bez wątpienia metodą dewastującą środowisko. Jednak ruchy ekologiczne w instytucjach unijnych mają straszne przody. Jeśli się tym zajmą to łatwo znajdą liczne argumenty, że to jest sprzeczne z rozmaitymi dyrektywami unijnymi.

Czyli kopalni nie będzie?

- Jeśli od 1989 roku wydaje się tam zezwolenia na budowę to ja sobie nie wyobrażam żeby państwo polskie jak i samorządy miały tyle pieniędzy, żeby dać tym wszystkim ludziom rekompensaty, które by ich zadowoliły. Jednak nie jestem kompetentny w tych sprawach. Być może są nie inwazyjne technologie. Wygląda jednak na to, że sprawa została na razie przystopowana.

Czy pan poseł pali papierosy?

- Tak, ale nigdy dużo nie paliłem.

To jak pan reaguje na projekty zmian w ustawie, które de facto znacznie ograniczyłyby miejsca, w których można palić?

- My mamy jakiś małpiarski charakter. U nas nie może być normalnie. Jak nie parytety, to palenie. Co oni się czepili tego palenia. Niepalący są chronieni. Tych miejsc dla palących jest niewiele. To co jeszcze im mało? Pierwsi zwariowali Amerykanie, później Europa, a teraz my dołączamy, bo chcemy być cywilizowani. Głupi jesteśmy, niecywilizowani.

Ale PiS jest za tą ustawą. Niektórzy czołowi politycy PiSu ją zachwalają.

- No niestety i co ja na to poradzę. Różni ludzie byli w PiS. Na przykład poseł Tadeusz Cymański jest jednym z największych przeciwników palenia. Zdaje się były palacz. Tacy są najgorsi. Niektórzy krzyczeli na niego żeby się nie wygłupiał. Pamiętam, że jak marszałkiem sejmu był Ludwik Dorn to zapewniał, że jak on jest marszałkiem to ten projekt nie wyjdzie z zamrażarki.

A Lech i Jarosław Kaczyńscy?

- Lech Kaczyński zdaje się, że od wolnej Polski już nie palił. Jak Lech i Jarosław Kaczyńscy brali udział w działalności związkowej to wtedy wiem, że palili.

Jak jest z paleniem w gmachu Parlamentu Europejskiego?

- Są specjalne miejsca zarówno w Strasburgu jak i w Brukseli. W pokojach się pali. Czasami w restauracji . Wśród polskich eurodeputaowanych takim palaczem był Jacek Saryusz- Wolski. Jak się pojawiał na obiedzie to kelner przynosił popielniczkę chociaż obowiązuje tam całkowity zakaz palenia. Zasady jakie obowiązują w Parlamencie Europejskim mogą służyć za wzór. Palący i nie palący nie wchodzą sobie w drogę. Pan Jacek Saryusz – Wolski ostatnio powiedział mi , że od nowego roku jednak przestał palić.

Szesnastu senatorów PO zaproponowało zmiany w szkolnictwie wyższym. Chcą żeby Państwowe Wyższe Szkoły Zawodowe przyjął samorząd. Władze uczelni są zbulwersowane. Uważają że doprowadzi to do upolitycznienia szkół i ich zmarginalizowania.

- To jest głupota. To są jakieś pozorne ruchy. Pytanie, po co się to robi? Czy te szkoły będą nagle lepsze, będzie lepsza kadra? Absolutnie zgadzam się z tymi zarzutami. To jest jakiś dziwny pomysł. Nie mają co do roboty w tym senacie to takie głupoty wymyślają.

To jest jednak aż szesnastu senatorów partii rządzącej.
 
- No tak… (uśmiech). Każdy kto ma elementarny kontakt z wyższą uczelnią nie może czegoś takiego zaakceptować. Przede wszystkim uczelnie państwowe chcą podlegać ministerstwu. To jest pewien prestiż. Nie chodzi tylko o pieniądze. Kolejna sprawa to uczelnie będą uwikłane w samorządowe przepychanki we władzach. Co nie oznacza jednak, że samorząd jest bardziej uwikłany w korupcję niż inne instytucje. Dla higieny lepiej jednak nie kusić samorządowców. Tam jest naprawdę co do roboty. Samorządy są przeciążone różnymi obowiązkami.

Pomysłodawcy takich zmian jako jeden z argumentów podają, że takie połączenie wpłynie korzystnie na powstawanie nowych potrzebnych dla regionu kierunków studiów.

- To jest szalenie krótkowzroczne. Kształcenie nie może polegać na odpowiedzi na zapotrzebowanie rynku. To wszystko zmienia się bardzo szybko. Zanim uczelnia odpowie adekwatnie to sytuacja może się już zmienić. Nie można działać w ten sposób. Trzeba mieć podstawową znajomość funkcjonowania uczelni wyższych żeby takich błędów nie popełniać.

Praca w Parlamencie Europejskim jest na pewno absorbująca. Jak często udaje się panu odwiedzać Dolny Śląsk?

- W ciągu roku mamy pięć wolnych tygodni nazywanych potocznie w parlamencie zielonymi lub turkusowymi. W tym roku to jest właśnie pierwszy taki tydzień w Polsce. Następny wolny okres będzie w Wielkim Tygodniu. Jeśli tylko mam wolne, to wtedy jestem tutaj. Oczywiście nie wszędzie, bo to jest ogromny okręg.