Aktualności

Ryszard Legutko dla tygodnika "Niedziela"

02 marca 2017 r.

Politykom przydałaby się porządna lektura Platona, choć oczywiście nie łudzę się, że sięgną po dzieła filozoficzne. Problem w tym, że demokracja ma wiele wad i że my z tymi wadami sobie nie radzimy, bo ich nie rozpoznajemy

— powiedział w rozmowie z tygodnikiem „Niedziela” prof. Ryszard Legutko, europoseł.

Polityk podkreślił, że jedną z wad demokracji jest to, że niemal wszyscy są przekonani, że panuje wielość poglądów. Tymczasem demokracje mają skłonności do tworzenia masowego konformizmu. Dodał, że wszyscy w PE chwalą się, że jesteśmy bardzo zróżnicowani, a rzeczywistość jest zgoła odmienna.

Parlament Europejski to kliniczna ilustracja zaniku jakiegokolwiek szacunku dla różnorodności. Również ciała ustawodawcze nabierają w demokracji przekonania, że mogą wszystko – mogą więc przegłosować nie tylko, że marchewka jest owocem, lecz również – co jest dobre, a co złe

— zwraca uwagę polityk.

Zapytany o to, gdzie jest źródło zainteresowania Parlamentu Europejskiego sprawami Polski powiedział, że dość łatwo to wyjaśnić.

Polski rząd i partia rządząca nie należą do głównego nurtu, tego, który niemal bez reszty zawładnął życiem politycznym świata zachodniego (…). Tak naprawdę posłowie w PE nie wiedzą, co się dzieje w Polsce, karmią się skrajnie stronniczymi relacjami medialnymi i utworzyli sobie obraz polskiego rządu całkowicie zgodnie ze swoimi ideologicznymi uprzedzeniami

— powiedział prof. Legutko.

Dodał, że na razie nastroje się uspokoiły, m.in. przez wybory przewodniczącego PE, gdzie posłowie z innych grup politycznych potrzebowały polskiego poparcia. Jednak Frans Timmermans będzie starał się podtrzymywać ogień, ponieważ jest to dla niego kwestia osobista.

Zwrócił także uwagę, że UE przeżywa największy kryzys w swojej historii.

Nie wiadomo, w jakim stanie z tego kryzysu wyjdzie i kiedy to nastąpi. Już od pewnego czasu Unia przestaje być wehikułem rozwoju i raczej pracuje nad usprawiedliwieniem swojej polityki, niż realnie pomaga krajom członkowskim. (…) Ten zastój w UE jest poniekąd konsekwencją ogólnej zapaści w Europie. Wiele krajów ma poważne kłopoty finansowe i strukturalne, a także poważne problemy społeczne, wynikające m.in. z dużej liczby imigrantów

— mówił europoseł.

Dużym problemem jest również demografia. Społeczeństwo się starzeje, rozpadają się rodziny, rośnie liczba dzieci w związkach pozamałżeńskich. Do tego dochodzi wulgarna kultura i coraz gorszy poziom edukacji.

Mamy oto paradoks. W okresie największego rozwoju gospodarczego i nieznanego we wcześniejszej historii poziomu zamożności społeczeństwa drąży je poczucie zwątpienia i niepewności przyszłości

— podkreślił Legutko.

Na pytanie o jakość relacji na linii Polska - Niemcy odpowiedział, że te relacje nie są i nie były złe. Zdaniem polityka można określić je jako poprawne i rzeczowe. Pozostaje jednak pytanie, ile spraw uda się załatwić. Dodał, że rząd Niemiec uznał, że obecna władza w Polsce to nie efemeryda, tylko coś trwałego, rząd, który ma dużą legitymację demokratyczną. Jednocześnie po stronie niemieckiej jest jednak irytujący protekcjonalizm. Nie tylko w stosunku do Polski ale także do innych słabszych krajów.

Niemcy bardzo chętnie mówią Polakom, Czechom, itd. co leży w ich interesach. Z trudem przychodzi im przyzwyczaić się do tego, że to Polacy określają, co leży w polskim interesie, a Czesi, co leży w czeskim interesie

— podkreślił europoseł.

Polityk zwrócił także uwagę na to, że Unia Europejska ma problem z Donaldem Trumpem. Niezbyt przychylnie wypowiadał się on UE jako projekcie oraz z uznaniem odnosił się do Brexitu.

Znając jako tako zachodnie elity, mogę zaryzykować stwierdzenie, że nienawiść do Trumpa będzie się utrzymywać, że protesty będą ciągle wybuchać, ale nie sądzę, aby doszło do jakiegoś zahamowania stosunków między USA a krajami europejskimi. Uważam, że jest to także dobry czas, aby Polska zaktywizowała swoja politykę wobec USA. Z zadowoleniem stwierdzam, że tak się właśnie dzieje

— powiedział prof. Ryszard Legutko.

wkt/Niedziela