Aktualności

Ryszard Legutko dla portalu "Wpolityce.pl"

30 czerwca 2018 r.

A co mają powiedzieć? Że zachowali się jak kompletne mięczaki i nieudaczniki? Gdy sprawa uchodźców pojawiła się po raz pierwszy oni kompletnie skapitulowali, a myśmy to wszystko odwrócili. Tego nie mogą powiedzieć, a zatem mówią to, co mówią. Pamiętajmy, że to jest opozycja totalna. Patologiczna, co znaczy, że oni są cały czas na „nie”, cokolwiek by było

— powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Ryszard Legutko, odnosząc się do wypowiedzi polityków opozycji po szczycie UE.

wPolityce.pl: Według doniesień medialnych w pewnym momencie szczytu UE Polska strona zagroziła jego zerwaniem. Miało się to stać po rzekomo kompromisowej propozycji szefa RE Donalda Tuska o podziału uchodźców między kraje, gdzie nie było mowy o dobrowolności, jeśli chodzi o ich przyjmowanie przez kraje. Chyba nie takiego zaangażowania Donalda Tuska w tę sprawę oczekiwała Polska?

Prof. Ryszard Legutko: Nie spodziewałem się, że Donald Tusk wystąpi jako cichy sojusznik Grupy Wyszehradzkiej. Jest on zbyt politycznie uwikłany w europejski establishment, od którego zależą jego losy. W to, że podczas dyskusji na szczycie UE były bardzo brutalne naciski, jestem w stanie w to uwierzyć. Tym większy jest sukces Grupy Wyszehradzkiej, a Polski przede wszystkim. Trzeba pamiętać, że rzutuje na to wewnętrzna sytuacji Niemiec – słabsza pozycji Angeli Merkel. Gdyby była silniejsza, to sądzę, że byłoby trudniej. Pytanie teraz jest tylko takie, czy to co zostało osiągnięte na tym szczycie przetrwa, czy nie będzie jakiś prób pominięcia tego. Znając UE to należy brać pod uwagę również taki scenariusz – że zawiera się umowy, a później i tak wszystko wraca do tego samego. Jestem bardzo ostrożny, co nie zmienia faktu, że to oczywiście jest wielki sukces.

Przedstawiciele opozycji uważają inaczej. Polityk PO Rafał Trzaskowski stwierdził, że nie można mówić tutaj o żadnym gigantycznym sukcesie, a szczyt UE nie zakończył się żadnym przełomem. Co więcej – nie widzi on, aby uwzględniono na nim „ jakieś rewolucyjne pomysły rządu polskiego”.

A co mają powiedzieć? Że zachowali się jak kompletne mięczaki i nieudaczniki? Gdy sprawa uchodźców pojawiła się po raz pierwszy oni kompletnie skapitulowali, a myśmy to wszystko odwrócili. Tego nie mogą powiedzieć, a zatem mówią to, co mówią. Pamiętajmy, że to jest opozycja totalna. Patologiczna, co znaczy, że oni są cały czas na „nie”, cokolwiek by było.

W sprawie szczytu UE nieco na „tak” wydaje się być europoseł PO Janusz Lewandowski. Twierdzi on, że szczyt zakończył się potwierdzeniem tego, czego rzekomo od początku chcieli Ewa Kopacz i Donald Tusk – czyli dobrowolnego przyjmowania uchodźców.

Może rzeczywiście tak chcieli, tylko bardzo głęboko to swoje pragnienie ukrywali. Tak głęboko, że nikt poza nimi o tym nie wiedział. To oczywiście taki kąśliwy żart. To jest mówienie nieprawdy, bo nie ma żadnych takich świadectw, a są odwrotne – że oni się godzili, i to dość ochoczo, na przymusową relokację uchodźców.

W kwestii sporu Polski z Komisją Europejską jest jeszcze jeden temat – kwestia reformy sądownictwa. Ostatnio Jean Claude-Juncker mówił, że nie ma formalnej decyzji KE ws. uruchomienia procedury naruszenia prawa UE wobec Polski. Wcześniej pojawiały się doniesienia, że Frans Timmermans dostał od KE „zielone światło” do wszczęcia takiej procedury. O co tutaj chodzi?

Nie wiem. Jestem tutaj, tak jak wielokrotnie mówiłem, bardzo ostrożny. Juncker, który prowadzi rozmowy z panem premierem Morawieckim, był tym, od którego pochodzi informacja, że właściwie polski rząd jest dogadany z KE. Nadal on gra rolę dobrego policjanta. Na ile to jest wiarygodne, to mi trudno powiedzieć w tej chwili. Wydaje mi się, że jakikolwiek dalszy wniosek KE, na przykład do Trybunału Sprawiedliwości UE, musi być podpisany przez przewodniczącego KE. Zobaczymy, czy Juncker tutaj będzie jakoś grał dalej. Zapewne zależy mu raczej na łagodzeniu konfliktów w UE, bo już jest ich sporo. Jednak i tak mam bardzo ograniczone zaufanie do niego.

Czy wydaje się panu, że w niedługim czasie może w końcu udać się zakończyć spór z KE i wycofać procedurę art. 7?

Na pewno tu Timmermans ma pozycję dość mocna, bo bardzo się w to zaangażował, ma poparcie większości parlamentarnej i zdaje się swojego rządu [holenderskiego – przyp. red.]. Zdaje się ma poparcie premiera holenderskiego rządu, bo Holandia aspiruje do roli „trzeciego brata”. Są Niemcy, Macron bardzo się stara żeby być w tej dwójce najważniejszej i Holandia, ponieważ Wielkiej Brytanii już nie ma, to jest pytanie kto będzie tym trzecim? Włochy mają swoje problemy, Hiszpania też, jeśli chodzi o te większe kraje UE, to kto zostaje? Holandia bardzo chce doszlusować do tej „szpicy federalistycznej” i wypowiedzi polityków z tego kraju są dość ostre. Myślę, że próby upokorzenia polskiego rządu mogą być traktowane jako program wzmacniający pozycję holenderską. Dlatego sądzę, że Timmermans czuje się pewniej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Jego osiągnięcia jako komisarza są mizerne. On cały czas jeździ na tym koniu polsko-węgierskim i tutaj chce mieć jakąś zwycięską ostatnią szarżę i żeby sobie zapewnić pozycję na tyle mocna, aby ponownie być kandydatem rządu holenderskiego na funkcję komisarze UE.

Czy liczy pan na to, że to „grillowanie” Polski może zakończyć się przy kolejnej zmianie składu Komisji Europejskiej?

To będzie wszystko zależało od tego, jak będzie wyglądał krajobraz polityczny. On się zmieni na pewno, tylko jak dalece. Ten stary układ, który rządzi UE już od paru dziesięcioleci jest już wyraźnie stetryczały. Czasem to są ci sami ludzie i te same środowiska. Wypadałoby w końcu wpuścić nieco świeżego powietrza do UE.

Rozmawiał Adam Stankiewicz