Aktualności

Ryszard Legutko dla portalu "Wpolityce.pl

23 lutego 2018 r.

Komisja, narzucając swoją wolę, zainwestowała w to już zbyt dużo. Nic takiego się nie zmieniło. Widać, że KE ciągle powtarza to samo ustami Fransa Timmermansa. Bo nigdy nie stosowała wobec nas dialogu, a jedynie wyrzucała do kosza wszystkie rzeczy, które jej przedstawialiśmy. Zawszą odpowiedzą był dyktat. Teraz Juncker odgrywa rolę dobrego, a Juncker złego policjanta

— mówił w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS.

wPolityce.pl: Sprawa unijnego budżetu przynosi wiele obaw. Czy powiązanie funduszy unijnych z praworządnością jest realnym zagrożeniem?

Prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS: Jest to oczywiście możliwe, choć nie wydaje mi się to być prawdopodobne. Przeczytałem poprawkę przyjętą przez komisję budżetową Parlamentu Europejskiego w tej sprawie. To kompletny bełkot i dokument wewnętrznie sprzeczny, co pokazuje, jak wiele krajów ma obawy z tym związane. Bo tak naprawdę traktaty nie upoważniają do wprowadzania tego typu sankcji, czy kar, jedynie pozwalają na pewne działania w związku z brakiem dyscypliny finansowej. Myślę, że ta karta będzie rozgrywana ostrożnie, bo takich państw członkowskich nie brakuje.

Oczywiście, nie chodzi tu o Polskę, ale przecież karanie nas np. za reformę sądownictwa byłoby bezprawne.

Kwestie zachowania dyscypliny finansowej są oceniane na podstawie obiektywnych wskaźników, ale praworządność? Według jakich kryteriów? Kto by o tym decydował? Pytań jest wiele.

Kto będzie sędzią? Jakie procedury będą zastosowane? Nie może być tak, że jakiś urzędnik z Brukseli przeczyta „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, „New York Times” i powie, że w Polsce dzieją się straszne rzeczy i nie pozwoli wybudować autostrady za unijne pieniądze.

Pojawia się również kwestia ewentualnego uzależnienia funduszy unijnych od przymusowej relokacji migrantów. Wiceszef MSZ Konrad Szymański wyraził stanowczy sprzeciw wobec takiego pomysłu i podkreślił, że skończyłoby się to kryzysem politycznym? Taki sprzeciw wyszedłby pewnie od Europy Wschodniej?

Tak, bo to, co łączy te kraje w aktualnej polityce, to właśnie sprzeciw wobec narzucania migrantów. Polityka demograficzna jest zbyt wrażliwą kwestią, by ustalała ją Bruksela. Zresztą widać, że społeczeństwa zachodnioeuropejskie mają już dość. To sygnał ostrzegawczy dla ich rządów, by za bardzo tą kartą nie grały, bo to się może skończyć ogromnym oporem. Już teraz nawet spadają notowania tych partii, które wprowadzały intensywną politykę migracyjną.

Wczoraj premier Mateusz Morawiecki spotkał się w Brukseli z wiceszefem Komisji Europejskiej Fransem Timmermansem. Czy to oznaka, że dialog na linii Warszawa-Bruksela będzie zmierzał w dobrym kierunku?

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie… Ja tak naprawdę w żaden taki dialog z KE nie wierzę.

Dlaczego?

Komisja, narzucając swoją wolę, zainwestowała w to już zbyt dużo. Nic takiego się nie zmieniło. Widać, że KE ciągle powtarza to samo ustami Fransa Timmermansa. Bo nigdy nie stosowała wobec nas dialogu, a jedynie wyrzucała do kosza wszystkie rzeczy, które jej przedstawialiśmy. Zawsze odpowiedzą był dyktat. Teraz Juncker odgrywa rolę dobrego, a Juncker złego policjanta.

Co w takim razie może się wydarzyć?

To, co może się zdarzyć – mam nadzieję, że tak się stanie, choć pewności nie ma – to wycofanie się Komisji ze wszystkich jej absurdalnych żądań. Bruksela zdaje sobie sprawę, że polski rząd się tutaj nie ugnie. Czy Rzepliński znowu stanie na czele Trybunału Konstytucyjnego, a wszystkie wprowadzone reformy zostaną nagle unieważnione, bo to się nie poda Timmeramnsowi? Nie. Jedyne co się może wydarzyć, to uznanie przez Komisję, że jej naciski są w tym momencie nieefektywne i będzie chciała doprowadzić do próby eleganckiego załatwienia sprawy bez utraty twarzy. Bo przecież cała kariera Timmermansa w Komisji jest związana z Polską.

Rozmawiał Adam Kacprzak