Aktualności

Ryszard Legutko dla portalu "Wpolityce.pl

02 marca 2018 r.

Platforma musiała wstrzyknąć mnóstwo tego jadu. Wiem, że były poszukiwane jakieś faszystowskie treści w wypowiedziach prof. Krasnodębskiego. Było uciekanie się do najgorszych obrzydliwości, ale to się nie udało

— powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS.

wPolityce.pl: Parlament Europejski wczoraj poparł działania Komisji Europejskiej zmierzające do uruchomienia procedury art. 7 przeciwko Polsce. Platforma Obywatelska sugerowała, aby w tym głosowaniu wstrzymać się od głosu, ale jednak 5 europosłów PO poparło tę rezolucję. O czym to świadczy Pana zdaniem?

Prof. Ryszard Legutko: To o nie świadczy o niczym nowym, ponieważ wiadomo było, że oni nie tylko to popierają, ale także działali na rzecz pozyskania poparcia dla tej rezolucji. To było widać, gdy europoseł z Malty opowiadała dyrdymały, a oni bili brawo. Platforma próbuje dość nieudolnie grać rolę neutralną, ale widać, że tam furia anty-PiS jest tak silna, że nie wszyscy tam ją wytrzymują. Z tego i tak nic nie wynika, bo oni są całym sercem za wszelkimi możliwymi ostrymi krokami przeciwko Polsce. To jest w tej chwili ich jedyna broń. Nie jest ona skuteczna.

Czy Pana zdaniem fakt, że Platforma jednak nie zdecydowała się rekomendować swoim europosłom głosowania za tą rezolucją, świadczy o tym, że ta partia obawia się przyklejenia jej łatki antypolskiego ugrupowania?

Pewnie Platforma się tego obawia, ale już coś zrobiła, żeby mieć taką etykietę i tego już nie zmienią. Gdyby Platforma rzeczywiście uznała, że to są wewnętrzne sprawy Polski i zrezygnowała z bycia totalną opozycją, to wtedy bardzo łatwo byłoby powstrzymać tę rezolucję i te debaty.

Jakby Pan się odniósł do tego, że Nowoczesna, chociaż nie ma swoich europosłów, to jednak odmiennie niż Platform, zachęcała wszystkich europosłów do tego, aby poparli tę rezolucję?

Nie widzę żadnej różnicy, poza tym, że obie partie są w bardzo trudnej sytuacji wewnętrznej i się tak rzucają od ściany do ściany. W jedne i drugiej partii jest kryzys przywództwa. Natomiast jedna i druga partia to totalna opozycja.

Róża Thun była wczoraj gościem TOK FM i została tam zapytana o to, że skoro tak niewielu europosłów uczestniczy w debatach o Polsce, to może jest tak, że nie są oni w ogóle zainteresowani tą dyskusją. Odpowiedziała, że to Pana wina, bo za każdym razem Pan podczas tych debat mówi o tym, że ci europosłowie nic nie wiedzą o Polsce i po prostu nie chcą Pana słuchać. Czy czuje się Pan „winny” tej sytuacji?

Ale przecież tylu tam jest wspaniałych ludzi, których można słuchać: Timmermansa, Lewandowskiego, Verhofstadta, zatem myślę jednak, że to nie do końca prawda. To oczywiście są żarty. Tłumaczenie Pani Thun jest idiotyczne. Prawda jest taka, że oni nie przychodzą na te debaty, bo rzeczywiście nikogo to nie interesuje. To nie chodzi o wymianę zdań czy żeby czegoś się dowiedzieć. Na takie debaty przychodzi tylko ktoś, kto chce nam nawrzucać i tyle.

Zmienię nieco temat. Prof. Zdzisław Krasnodębski został wybrany na stanowisko wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego, także dzięki głosom Europejskiej Partii Ludowej, ale należąca do niej PO już tej kandydatury nie poparła. Grzegorz Schetyna najpierw mówił, że jego partia poprze polskiego kandydata, potem że się zastanowi, a w końcu PO zdecydowała się tego nie zrobić. To chyba dość szokująca sprawa, że polska partia nie udzieliła poparcia kandydatowi z naszego kraju?

Oni o niczym innym nie marzyli, jak tylko o tym, żeby PE nie wybrał prof. Krasnodębskiego. Wtedy byliby najszczęśliwsi. To się niestety dla nich nie udało, a robili co się da. Okazało się, że Platforma musiała robić straszne intrygi, żeby „ubić” prof. Krasnodębskiego. Przychodziło do mnie niezależnie od siebie kilku przewodniczących delegacji krajowych z Europejskiej Partii Ludowej przed głosowaniem i mówili mi: „Proszę Pana, chciałbym, aby Pan wiedział, że będziemy popierać Waszego kandydata”. Dlaczego mi to mówili? Jeżeli sprawa byłaby jasna, to nie musieliby tego mówić. Platforma musiała wstrzyknąć mnóstwo tego jadu. Wiem, że były poszukiwane jakieś faszystowskie treści w wypowiedziach prof. Krasnodębskiego. Było uciekanie się do najgorszych obrzydliwości, ale to się nie udało.

Rozmawiał Adam Stankiewicz