Aktualności

Ryszard Legutko dla portalu "Wpolityce.pl

22 stycznia 2018 r.

Oczywiście że chodzi tutaj wyłącznie o ukaranie Polski. Na jakiej podstawie Komisja ma opinię, że sądownictwo w Polsce nie jest niezależne? To jest decyzja polityczna urzędników unijnych. Wiemy, że jest to decyzja niepoparta żadnymi racjami, to opinia skrajnie stronnicza. Wielokrotnie mówiliśmy o tym, że kiedy w Polsce byli „sędziowie na telefon”, to nikomu to nie przestrzegało, bo to byli „sędziowie na telefon” z jednej strony politycznej. Natomiast teraz tych „sędziów na telefon” nie ma i to jest traktowane polityczna perturbacja w Polsce.

— powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS.

wPolityce.pl: „Rzeczpospolita” i „Finnancial Times” informują, że Komisja Europejska chce powiązać dostęp do środków budżetowych UE z przestrzeganiem praworządności, a konkretnie z funkcjonowaniem niezależnego sądownictwa. Czy w świetle unijnych traktatów taki mechanizm jest w ogóle możliwy do wprowadzenia?

Prof. Ryszard Legutko: Oczywiście nie można go wprowadzić, ponieważ te środki to nie jest ani nagroda, ani kara. Komisja nie ma takiej władzy i mieć nie może. Skarżymy się na arbitralne postępowanie Komisji, która nie bierze pod uwagę żadnych argumentów. Nie przedstawia żadnych analiz prawnych, do których można by się odwołać, łamie wszystkie możliwe procedury. Komisja jeszcze to kompletne sobiepaństwo chce umacniać przez jakieś tam kary finansowe. To jest już zupełne horrendum. W ogóle bym się nie zdziwiłbym się, gdyby tak było. Niestety, to potwierdza patologię funkcjonowania instytucji europejskich.

Komisja sprecyzowała, że praworządność oznacza konkretnie tylko i wyłącznie funkcjonowanie niezależnego sądownictwa. W świetle zarzutów UE do naszego kraju w kwestii reformy sądownictwa, czy można powiedzieć, że cały ten mechanizm ma być wymierzony konkretnie w Polskę?

Tak, oczywiście że chodzi tutaj wyłącznie o ukaranie Polski. Na jakiej podstawie Komisja ma opinię, że sądownictwo w Polsce nie jest niezależne? To jest decyzja polityczna urzędników unijnych. Wiemy, że jest to decyzja niepoparta żadnymi racjami, to opinia skrajnie stronnicza. Wielokrotnie mówiliśmy o tym, że kiedy w Polsce byli „sędziowie na telefon”, to nikomu to nie przestrzegało, bo to byli „sędziowie na telefon” z jednej strony politycznej. Natomiast teraz tych „sędziów na telefon” nie ma i to jest traktowane polityczna perturbacja w Polsce.

Czyli pana zdaniem KE staje po jednej ze stron sporu politycznego w Polsce?

Założenie jest takie, że sądownictwo w Polsce ma reprezentować tę jedną stronę sporu politycznego. Jeżeli tak nie jest, to znaczy, że jest zagrożenie dla niezależności sądownictwa. Sprawa kluczowa jest taka, że jeżeli taka decyzja KE miałaby zostać podjęta, to jest niezgodna z traktatami.

Wczoraj szef MSZ Jacek Czaputowicz spotkał się wczoraj z wiceprzewodniczącym KE Fransem Timmermansem. Z wypowiedzi po tym spotkaniu wynikało, że było ono dobre, wiceszef KE przyjął nawet zaproszenie na dalsze rozmowy do Warszawy. Jednak w świetle informacji medialnych odnośnie powiązania budżetu UE z praworządnością wiele osób może być zdezorientowana, czy rzeczywiście jest szansa na złagodzenie kursu KE wobec Polski.

Rolą polskiej dyplomacji jest prowadzenie rozmów i bardzo dobrze, że pan minister spotkał się z Timmermansem. Po takich spotkaniach zawsze padają jakieś okrągłe zdania, ale moja opinia jest taka, że trzeba mieć ograniczone zaufanie do Komisji Europejskiej. Wszystko wskazuje na to, że ta Komisja nie jest w stanie zaakceptować istnienia i funkcjonowania konserwatywnego rządu w Warszawie. Póki istnieje, zrobi wszystko co się da, żeby życie temu rządowi utrudnić. Z kolei obowiązkiem polskiego rządu jest utrudnianie KE tych działań przeciw polskiemu rządowi. Nie ma co wpadać w radość z tego powodu, że Timmermans się uśmiechnął.

Rozmawiał Adam Stankiewicz