Aktualności

Ryszard Legutko dla portalu "Wpolityce.pl"

10 stycznia 2018 r.

Komisja Europejska i cała elita europejska zbyt mocno zaangażowały się zarówno w sprawę imigracji, jak i dyscyplinowanie krajów niepokornych, łamiących zasady obowiązujące w Unii, żeby nagle tak łatwo ustąpili. Zwłaszcza Timmermans zainwestował zbyt wiele, a to jest człowiek, który niedługo będzie bez politycznego znaczenia, to jest jedyny jego wehikuł obecności politycznej w Europie

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS.

wPolityce.pl: Premier Mateusz Morawiecki mógł pójść na jakieś ustępstwa w trakcie rozmowy w cztery oczy z szefem KE Jean-Claude’em Junckerem?

Prof. Ryszard Legutko: Trudno powiedzieć, tutaj trzeba być bardzo ostrożnym. Są pewne delikatnie optymistyczne sygnały ze strony pana premiera, ale ja bym tutaj jednak nie wyciągał bardzo dalekich wniosków. Komisja Europejska i cała elita europejska zbyt mocno zaangażowały się zarówno w sprawę imigracji, jak i dyscyplinowanie krajów niepokornych, łamiących zasady obowiązujące w Unii, żeby nagle tak łatwo ustąpili. Zwłaszcza Timmermans zainwestował zbyt wiele, a to jest człowiek, który niedługo będzie bez politycznego znaczenia, to jest jedyny jego wehikuł obecności politycznej w Europie. Znając Unię specjalnie na wiele bym nie liczył.

Zagraniczne media komentują jednak, że doszło do pewnego ocieplenia wzajemnych stosunków i nowego otwarcia. Nie można mówić o pewnym przełomie?

Nie jestem tutaj optymistą. Były sygnały, że KE może zrezygnować z kary finansowej wobec Polski i innych krajów. Ale gdyby to obcinanie funduszy faktycznie miało miejsce, to przecież byłoby to kompletne bezprawie. Poza tym Oettinger już wcześniej powiedział, że chyba tego nie zarobią, bo to odbije się rykoszetem na gospodarce niemieckiej. Więc gdyby te ustępstwa ze strony Unii miały polegać na rezygnacji z kary finansowej, to świadczyłoby jedynie o tym, że wycofują się z czegoś, co i tak było fikcją, więc takie ustępstwa nie byłyby niczym szczególnym. Pamiętajmy, że sprawa Polski czy Węgier, to jest program szerszy, nie dotyczy tylko relacji naszego rządu z KE i z UE, ale w ogóle funkcjonowania Unii. Gdyby jednak KE wycofała się z sankcji wobec Polski, z art. 7, byłaby to ogromna zmiana na lepsze i wtedy dopiero można byłoby mówić o jakimś optymizmie.

Wierzy Pan, że tak może się stać?

Nie bardzo chce mi się wierzyć, żeby Juncker, którego Komisja bardzo wiele zawiniła w kwestii wykraczania poza traktaty i z której uczyniono jakiś super rząd, czy superarbitra, nagle pod koniec swojej kadencji zrezygnował z obecnej polityki KE wobec Polski. Myślę, że może to jest chwilowe zatrzymanie tej eskalacji, ostrej retoryki, może granie na zwłokę. Jestem tutaj bardzo sceptyczny.

Premier podkreślał jednak, że starał się wczoraj przedstawić Junckerowi jak faktycznie wygląda praworządność w Polsce i o co chodzi w naszej reformie wymiaru sprawiedliwości. Myśli Pan, że oni są otwarci na dialog?

Nie istnieje coś takiego jak dialog w UE, to zawsze jest dyktat głównego nurtu, który podejmuje decyzje i o niczym nie chce rozmawiać z tymi, którzy mają inne zdanie. Zastanawiałem nad kontaktami, jakie do tej pory miałem z Timmermansem i nadal nie mam odpowiedzi na pytanie czy jest on – i inni politycy – umysłowo niezdolni do dostrzeżenia rzeczywistości. Jeżeli pewne informacje odbijają się od ich umysłów, to znaczy, że oni są tak ideologicznie sformatowani, że nie są stanie zaabsorbować niektórych informacji? Czy to jest cynizm? Doskonale wiedzą, co się dzieje, ale ta walka z krajami dysydenckimi w Europie Środkowej, to dobry sposób na nieformalne rozszerzenie kompetencji KE. A także na wzmocnienie retoryki federalistycznej i centralistycznej oraz chęć wyciszenia potencjalnego źródła spluralizowania UE. Widać bowiem, że Europa Wschodnia powoli zaczyna upodmiotawiać się, do czego oni nie chcą dopuścić.

Rozumiem, że na razie nie widzi Pan realnych korzyści dla Polski po jednej wizycie premiera w Brukseli. Ale czy fakt, że takie rozmowy trwają, jest to dobre chociażby dla poprawy kwestii wizerunkowych Polski za granicą?

Oczywiście, że to jest dobre. Trzeba używać wszystkich instrumentów i takie spotkania zawsze są dobre, nawet jeśli nie przynoszą żadnych konkretnych rezultatów. Pamiętajmy jednak, że na początku był straszny afront ze stronty KE, bo gdy w Polsce pojawił się nowy premier Timmermans i Juncker ten fakt zignorowali i jak gdyby nigdy nic uruchomili art. 7 przeciwko Polsce. Pojawiło się też nawet kilka lekceważących komentarzy do zmiany premiera w Polsce. Te rozmowy to pewien sygnał, że oni być może na coś liczą, że polskie stanowisko będzie bardziej uległe.

Rozmawiał Piotr Czartoryski- Sziler