Aktualności

Ryszard Legutko dla portalu "Wpolityce.pl"

02 października 2017 r.

Nie ma na razie takich tendencji, żeby osłabiać Hiszpanię. Gdyby były tam rządy, które by się nie podobały, to wówczas używano by Katalonii jako maczugi. Wydaje mi się, że długo jeszcze tak nie będzie

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS.

wPolityce.pl: Pana zdaniem Katalonia ma realną szansę na oddzielenie się od Hiszpanii?

Prof. Ryszard Legutko: Nie jestem iberystą, ale zdarza mi się bywać w Katalonii, nawet niedawno tam byłem i rozmawiałem z tamtejszymi politykami. Oni sprawę niepodległości traktują niesłychanie poważnie. To coś, co jest tam mocno obecne w świadomości wielu mieszkańców. Referendum odbywało się w dość szczególnych warunkach, a wzięła w nim i tak spora liczba Katalończyków. Nie mam mocnego stanowiska w tej sprawie, generalnie jestem dość sceptyczny wobec wszystkich ruchów odśrodkowych, bo tak naprawdę one mogą zdezintegrować całe nasze życie. Zawsze znajdzie się grupa etniczna, czy region, który ma silne tradycje historyczne i nie jest w stanie stworzyć żadnego stabilnego, mocnego i dobrze funkcjonującego państwa. Byłbym więc tutaj dość ostrożny, choć jak wspomniałem rozmawiam z Katalończykami i ci bardzo przekonująco opowiadali. Widać było, że to jest dla nich rzecz bardzo ważna. Ale politycznie oddzielenie się Katalonii od Hiszpanii wydaje mi się dość wątpliwe.

Po wczorajszych zajściach widać, że Hiszpania łatwo nie odda tego regionu.

Ciekawe jest, że tutaj te zachowania sił porządkowych były dość brutalne i nie spotkało się to z jakąś żadną szczególną reakcją ze strony polityków. Prezydent Macron nie wypowiada się tutaj krytycznie, podobnie inni wielcy tego świata. Nie wiem czy coś Juncker powiedział, ale zdaje się, że  też nie. Wyobrażam sobie, gdyby takie wątpliwe prawni referendum było organizowane u nas przez autonomistów na Dolnym Śląsku. Gdyby użyto podobnych sił porządkowych, to przecież natychmiast instytucje europejskie ogarnęłaby histeria i rozpoczęły się akcje potępiające. Ale wiemy, że są równi i równiejsi.

Gdyby jednak Katalonii udało się ogłosić niepodległość, to inne państwa zaakceptowałyby ten fakt?

Nie wydaje mi się. Z tej ciszy, która panuje w tej chwili widać, że w Europie nie byłoby chętnego, który uznałby istniejące państwo katalońskie i nawiązywałby z nim stosunki. Nie ma na razie takich tendencji, żeby osłabiać Hiszpanię. Gdyby były tam rządy, które by się nie podobały, to wówczas używano by Katalonii jako maczugi. Wydaje mi się, że długo jeszcze tak nie będzie.

Zmieńmy temat. Juncker powiedział, że jest przeciwko sankcjom wobec Polski i Węgier w sprawie polityki migracyjnej i reformy sadownictwa. To jakaś wolta?

Przede wszystkim trzeba zauważyć, że zmniejszanie dotacji z powodów politycznych jest bezprawiem. Nie ma nic takiego w traktatach, co upoważniałoby do podobnych kroków. Te środki, które są dystrybuowane z funduszów europejskich nie są uzależnione od jednomyślności w takich czy innych sprawach. One spełniają bardzo konkretne funkcje gospodarcze i strukturalne, nie są nagrodą ani karą. Oczywiście w UE stosunek do reguł i traktatów jest dość frywolny, więc jeżeli chcieliby to zrobić, to by to zrobili nie zważając na traktaty. To, co Juncker powiedział może jest jakimś głosem zdrowego rozsądku i  oczywiście trzeba taką wypowiedź wykorzystywać. Choć może to być też taka gra w dobrego i złego glinę. Juncker to ten dobry glina, a Timmermans zły.

Rozmawiał Piotr Czartoryski-Sziler