Aktualności

Ryszard Legutko dla portalu "Wpolityce.pl"

08 września 2017 r.

Instytucje europejskie nie mają prawa decydować o strukturze demograficznej i kulturowej innych społeczeństw. To jest rzecz, której należy bezwzględnie bronić. Konsekwencje błędnej decyzji byłyby odczuwalne za 10, 20 czy 30 lat. Jesteśmy odpowiedzialni przed przyszłymi pokoleniami. Społeczeństwa Europy Zachodniej przeprowadziły eksperyment demograficzno-kulturowy, który może być katastrofą. Przywódcy tych społeczeństw brną w to i nie mają pomysłu jak to rozwiązać, a chcą dzielić się skutkami swoich decyzji z krajami Europy Wschodniej

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS.

wPolityce.pl: W dzienniku „Süddeutsche Zeitung” pojawił się tekst, w którym Węgry atakowane są  za odmowę respektowania orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości ws. Relokacji uchodźców. Autor artykułu pisze, że to „grzech śmiertelny”, a przeciwko Węgrom oraz Polsce powinno się toczyć postępowanie z art. 7 Traktatu UE. Zgadza się Pan z takim stanowiskiem?

Prof. Ryszard Legutko: Mogę powiedzieć tyle, że szczególnie w Niemczech trwa jakaś medialna i polityczna orgia dotycząca Polski i Węgier. Niezależnie od tego, czy media i politycy są z prawicy czy z lewicy, piszą to samo i mówią to samo. To pokazuje, że z Niemcami dzieje się coś niedobrego, skoro nawet nie ma żadnej różnicy poglądów.

Natomiast sprawa dot. relokacji imigrantów jest fundamentalną. Instytucje europejskie nie mają prawa decydować o strukturze demograficznej i kulturowej innych społeczeństw. To jest rzecz, której należy bezwzględnie bronić. Konsekwencje błędnej decyzji byłyby odczuwalne za 10, 20 czy 30 lat. Jesteśmy odpowiedzialni przed przyszłymi pokoleniami. Społeczeństwa Europy Zachodniej przeprowadziły eksperyment demograficzno-kulturowy, który może być katastrofą. Przywódcy tych społeczeństw brną w to i nie mają pomysłu jak to rozwiązać, a chcą dzielić się skutkami swoich decyzji z krajami Europy Wschodniej. Twierdzę, że obecnie ogólnie mamy do czynienia z rosnącym konfliktem między Europą Zachodnią, a Europą Wschodnią. Państwa z naszej cześci Europy zdają się nabierać jakiejś podmiotowości, tworzyć sojusze, co powoduje wielką irytację po tamtej stronie, nie tylko polityków, ale także opinii publicznej. Oni przyzwyczaili sie do tego, że my jesteśmy takimi społeczeństwami, które mają słuchać dyrektyw, poleceń, a nie działać bez konsultacji. Także myślę, że ten konflikt Wschód-Zachód w Europie będzie miał tendencję rosnącą, a kwestia migracyjna, która tak bardzo antagonizuje, jest jednym z ważniejszych wehikułów tego podziału. Mam nadzieję, że władze krajów Europy Wschodniej będą trwały przy swoim stanowisku, bo to jest rzecz historyczna.

W ten kontekst wpisuje się wywiad szefa Gminy Tureckiej Gökaya Sofuoglu dla niemieckiej gazety „RedaktionsNetzwerk Deutschland”. Powiedział on m.in. to, że na listach partii politycznych powinny być stałe kwoty imigrantów, co byłoby „dobre dla integracji”. Jak Pan to skomentuje?

To jest doskonały pomysł, wpisujący się w ideologię multikulti. Jeśli są kwoty dla kobiet niepełnosprawnych, dlaczego nie mają być dla muzułmanów? Tu zdaje się na razie polityczna poprawność nie sięga, ale w przyszłości wcale bym się nie zdziwił, gdyby to się zmieniło. Tu występuje zależność odwrotnie proporcjonalna – jeszcze 2-3 zamachy, a kto wie, czy Komisja Europejska nie wyda jakiejś dyrektywy w tej sprawie, aby uwzględniać określone kwoty muzułmanów na listach wyborczych i wtedy ten multikulturowy raj zapanuje na pewno.


Zmienię temat. Pan prezydent Andrzej Duda ma się dzisiaj spotkać z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Jednocześnie ruszyła kampania informacyjna „Sprawiedliwe Sądy”, organizowana przez Polską Fundację Narodową. Czy to mogą być sygnały dowodzące, że miedzy prezydentem a PiS dojdzie do porozumienia ws. reformy sądownictwa?

To nie jest tak, że prezydent ma kompletnie inny pomysł na reformę sądownictwa, albo że on uważa, że powinna być mniej radykalna lub nie powinno jej być w ogóle. Ten spór dotyczy kilku kwestii technicznych, ale ważnych, jak np. rola ministra sprawiedliwości. Nie ma tutaj sporu doktrynalnego. To opozycja próbowała to tak przedstawić, chcąc zapewne skusić prezydenta swoimi pochwałami. Natomiast sądzę, że projekty które powstają w Kancelarii Prezydenta, będą do zaakceptowania przez PiS.

Kampania informacyjna dot. reformy sądownictwa ma być też skierowana do zagranicznych odbiorców. Czy wydaje się Panu, że za jej pośrednictwem argumenty za reformą sądownictwa w Polsce mogą dotrzeć np. do Fransa Timmermansa i innych unijnych urzędników?

Nie, do pana Timmermansa na pewno nie dotrą. To nie ulega żadnej wątpliwości. Tak samo do „Süddeutsche Zeitung”. Spór Polski z KE nie jest tak naprawdę sporem o ustawy czy zasady, tylko o to, że takie rządy jak polski i węgierski są w tej rzeczywistości politycznej ciałem obcym i to ciało ma zostać zlikwidowane. Tu chodzi o usunięcie tych rządów na zawsze.

Rozmawiał Adam Stankiewicz