Aktualności

Ryszard Legutko dla portalu "Wpolityce.pl"

27 lipca 2017 r.

Ja wiem, że on walczy o polityczne życie, a to sprawia wrażenie, jakby mu się kompletnie w głowie poprzewracało. Nawet, gdyby przyjąć to w dobrej wierze, to przecież kalendarz legislacyjny ma swój rytm, stąd termin ten jest absurdalny. To to wyraz prowokacji, pogardy, arogancji. Tak samo jest, kiedy mówi, że Polska zostanie ukarana jeśli sędziowie SN zostaną przeniesieni w stan spoczynku

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS.

wPolityce.pl: Frans Timmermans znów pogroził palcem Polsce, dając jej miesiąc na załatwienie spraw związanych z wymiarem sprawiedliwości. Nie sądzi Pan, że wiceprzewodniczący KE zdecydowanie przekroczył swoje uprawnienia?

Prof. Ryszard Legutko: Jestem człowiekiem o pewnym doświadczeniu politycznym i mało co mnie dziwi, ale przyznam się, że zdumiała mnie ta wypowiedź, jej ton, forma i treść. Timmermans stawia się tutaj niemal w pozycji Pana Boga, jakby nie był świadomy tego, jakie są procedury legislacyjne. Nie mówię już o tym, że Timmermans i całe to towarzystwo bardzo niewiele wie o sprawach polskich. Przerabialiśmy już to w trakcie awantury o Trybunał Konstytucyjny. Timmermans ma tutaj zatrważające braki, zresztą trudno, żeby ich nie miał, bo to jest dla niego obca materia, on przecież nie ma żadnego doświadczenia. To tak, jak gdyby Polsce ktoś z nas miał autorytatywnie wypowiadać się na temat jakiegoś konfliktu w Portugalii.

Ale sprawa systemu sądowego w Polsce nie jest w kompetencjach KE.

To prawda, ale pomijam już tutaj nawet tę kwestię. Tymczasem Timmermans daje nam miesiąc na załatwienie spraw? W ogóle kim on jest, żeby móc dawać Polsce takie ultimatum? Komu on je stawia? Rządowi, parlamentowi, prezydentowi? Ja wiem, że on walczy o polityczne życie, a to sprawia wrażenie, jakby mu się kompletnie w głowie poprzewracało. Nawet, gdyby przyjąć to w dobrej wierze, to przecież kalendarz legislacyjny ma swój rytm, stąd termin ten jest absurdalny. To to wyraz prowokacji, pogardy, arogancji. Tak samo jest, kiedy mówi, że Polska zostanie ukarana jeśli sędziowie SN zostaną przeniesieni w stan spoczynku. Akurat polska Konstytucja przewiduje coś takiego. Czy to ma zastosowanie do sędziów SN, czy nie, to jest już pewien spór prawny. Tymczasem wychodzi ten nieszczęsny Timmermans i ex cathedra mówi jaka jest autorytatywna, ostateczna interpretacja tego punktu Konstytucji i jeżeli my nie posłuchamy, to zostaniemy ukarani. Zdumiewające!

Cały czas grozi nam artykułem 7 traktatu, mimo iż premier Orban wyraźnie powiedział, że Węgry nie będą akceptowały takiego systemu karania państw członkowskich UE.

To są pogróżki. Polski rząd i politycy muszą grać, postępując bardzo przezornie, bo nie tylko tam mamy tych przeciwników, którzy chcą za wszelką cenę usunąć polski rząd. Mamy jeszcze kompletnie zdegenerowaną, wywodząca się z Targowicy opozycję, która raczej Polskę podpali niż pozwoli, żeby tutaj coś się zmieniło na lepsze. Dlatego musimy szukać sojuszy, nie możemy polegać wyłącznie na Orbanie, trzeba zrobić jakąś szerszą akcję. Zwłaszcza, że te harce Timmermanasa pokazują, w którym kierunku idzie KE, ona wychodzi już niebywale poza traktaty.

Do Timmermansa dołączył dzisiaj kanclerz Austrii, który Polskę i Węgry nazwał „reżimami” i pogroził, że mogą zostać nam obcięte fundusze w przyszłym budżecie UE.

To pokazuje co się dzieje, to kompletne bezprawie, gdyż budżety nie są ani nagrodą, ani karą. Ci ludzie głównego nurtu już tak się osadzili na tych wszystkich swoich stanowiskach i funkcjach, że  wydaje im się, iż mogą robić wszystko. Unia się sypie, pęka, cały ten gmach się chwieje, a ci  twierdzą, jakby nic się nie działo i nadal brną w to samo.

Wraca także kwestia migrantów. Niezależnie od sprawy sądownictwa w Polsce KE chce także w tej kwestii nakładać na nas nadal sankcje.

Było to do przewidzenia. Akurat odnośnie reformy systemu sprawiedliwości i migrantów mamy tutaj poparcie społeczne i rząd nie ma powodu, żeby z tego rezygnował. Trzeba się tylko zastanowić nad taktyką. Bo gdybyśmy zrezygnowali, to nie będzie to potraktowane jako kompromis i nowe otwarcie, ale jako słabość i te naciski będą się zwiększać. To znaczy, że ich nie interesuje nic, oni nie biorą jeńców, mam na myśli KE, cały ten główny nurt, jak i naszą opozycję. Tu nie ma co liczyć na żaden układ dżentelmeński czy kompromis, lub zawieszenie broni, bo druga strona nie jest do tego gotowa i jeszcze długo nie będzie.

Rozmawiał Piotr Czartoryski-Sziler