Aktualności

Ryszard Legutko dla portalu "Wpolityce.pl"

14 lipca 2017 r.

Kiedy zapytaliśmy Komisję w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, na jakich oni informacjach, przez kogo zebranych, na jakich ekspertyzach prawnych się oparli, nie uzyskaliśmy właściwie żadnej odpowiedzi, tylko kilkanaście zdań kompletnie bełkotliwych. To jest ta sama historia.

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS.

wPolityce.pl: Mina Andreeva, rzeczniczka Komisji Europejskiej zapowiedziała, że KE zajmie się sytuacją w Polsce w przyszłym tygodniu. Co może wyniknąć z takiego „zajmowania się”?

Prof. Ryszard Legutko: Oni się już zajmują sytuacją w Polsce od pewnego czasu, na razie jeszcze nic szczególnego nie wyniknęło, tylko takie pogróżki. Rozumiem, że chodzi o ostatnie zmiany w prawie. Oni po pierwsze jeszcze przecież nic nie wiedzą na ten temat, bo sprawa jest wczesna. Widać, że kierują się wszystkim, tylko nie rzetelnym rozeznaniem sytuacji. Kierują się przekazami medialnymi, no i opozycją. Tutaj charakterystyczna jest ta bardzo nieprzyjemna wypowiedź przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej Manfreda Webera, który 24 godziny po głosowaniu w sejmie powiedział, jak straszne rzeczy stały się w Polsce. Skąd on wie? Przecież nie zna polskiego, nie czytał tego tekstu. Z kim od rozmawiał na ten temat? Pewnie ze swoimi kolegami z Platformy. Na tej samej zasadzie oni właśnie działają.

Komisarz do spraw gospodarczych Pierre Moscovici zapowiedział wywieranie presji na rząd w Warszawie, właśnie pod kątem tych zmian legislacyjnych. Na czym taka presja mogłaby polegać?

Nie mam pojęcia. Rozumiem, że na rozmaitych konferencjach prasowych, komunikatach i pogróżkach. Wyłącznie tyle. To są sprawy, które przynależą państwom narodowym. Organizacja wymiaru sprawiedliwości jest czymś zupełnie innym niż kwestia niezawisłości sądów. Ale myśmy to już przerabiali w przypadku Trybunału Konstytucyjnego, więc pewnie będzie jeszcze raz to samo. Natomiast jeśli zapytać, czym to się może skończyć, to najprawdopodobniej ten sam scenariusz się będzie powtarzał.

Frans Timmermans zaznaczył, że nie można pozwolić, by takie rzeczy nadal miały w Polsce miejsce. Nie ma jednak realnych sposobów na zablokowanie procesu legislacyjnego w Polsce?

To pokazuje ten stan ducha i tę atmosferę. Jakie rzeczy mają miejsce w Polsce? Trzeba najpierw wiedzieć jakie rzeczy. Kiedy zapytaliśmy Komisję w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, na jakich oni informacjach, przez kogo zebranych, na jakich ekspertyzach prawnych się oparli, nie uzyskaliśmy właściwie żadnej odpowiedzi, tylko kilkanaście zdań kompletnie bełkotliwych. To jest ta sama historia. Są te kraje, rządy spoza głównego nurtu i one wywołują reakcje niezrównoważenia. Będzie znowu wojna nerwów. Chociaż ostatnio na posiedzeniu grupy politycznej EKR gościliśmy przewodniczącego Komisji Jeana-Claude’a Junckera, to jego wypowiedź w sprawie Polski wskazywała na to, że dopóki nie da się zebrać wystarczającej ilości państw – a na razie się nie da – to raczej nic się nie stanie. Ale tu trzeba wskazać, że jest duża odpowiedzialność polskiego rządu, również nasza: europarlamentarzystów, służb zagranicznych, żeby to tłumaczyć, ponieważ wszystko co się dzieje jest utopione w niebywałej ignorancji. Nic nie jest wiadomo na temat stanu systemu sprawiedliwości w Polsce, plus ignorancja, plus przesądy czy uprzedzenia. Dlatego musi się pojawić bardzo wzmożona akcja informacja. Trzeba się spotykać, tłumaczyć. I tak pewnie ciąg dalszy straszenia nastąpi, ale to nie zwalnia z obowiązku walki z tą ignorancją i zacietrzewieniem.

Wiemy skądinąd, że np. KRS w podobny sposób jak proponuje PiS działa w Hiszpanii.

To też przerabialiśmy już w przypadku Trybunału. Wszystkie rozwiązania właściwie gdzieś są. Tu nie działają argumenty merytoryczne. My z argumentami merytorycznymi powinniśmy dojść do opinii publicznej, do różnych organizacji. Natomiast jeśli chodzi o tych stróżów głównego nurtu, którzy nienawidzą rządu polskiego, tu żadne argumenty merytoryczne nie pomogą. One są ignorowane. My doświadczyliśmy tego w przypadku Komisji Weneckiej, która nawet nie raczyła spotkać się z tymi sędziami, którzy mieli odmienne zdanie. Przyjechali tu na dwa dni, kurtuazyjne spotkania. Bardzo trudno się z nimi rozmawia, oni nie są zainteresowani wymianą zdań. Oni się zainteresowani wyłącznie polityczną presją niszczenia, stłamszenia wszelkich odruchów dysydenckich, nie mieszczących się w głównym nurcie.

Rozmawiał Mateusz Gajek