Aktualności

Ryszard Legutko dla portalu "Wpolityce.pl

10 marca 2017 r.

Głosowanie w Brukseli pokazało pełen wyższości, a nawet pogardy, stosunek krajów starej Unii do krajów nowej Unii

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl europoseł PiS prof. Ryszard Legutko.

wPolityce.pl: Zdaniem „Der Spiegela” to nie kanclerz Angela Merkel forsowała reelekcję Tuska na szefa Rady UE, tylko prezydent Francji Francois Hollande. Co pan sądzi o doniesieniach niemieckiego tygodnika?

Prof. Ryszard Legutko: Myślę, że to jednak przede wszystkim pani kanclerz Angeli Merkel zależało na ponownym wyborze Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej. Prezydent Hollande istotnie był dość aktywny na spotkaniu w Wersalu i w czwartek na szczycie Unii Europejskiej. To też ciekawe dlaczego socjaliści zdecydowali się nie ubiegać o szefa Rady Europejskiej i dlaczego Hollande zaangażował się tak mocno w tę sprawę, przecież to trup polityczny. Być może próbuje w ten sposób przypomnieć o swoim istnieniu i liczy, że otrzyma jakieś stanowisko po zakończeniu prezydentury. Głosowanie w Brukseli pokazało pełen wyższości, a nawet pogardy, stosunek krajów starej Unii do krajów nowej Unii. Świadczą o tym słowa, które padły na szczycie, że to dziecinada, a także wypowiedź przypisywana Hollandowi „wy macie zasady, my pieniądze”. Widać, że oni mają to we krwi. Polski rząd jest w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ chęć upodmiotowienia krajów nowej Unii, które polski rząd reprezentuje, spotyka się z wielkimi oporami.

Pojawiły się informacje, że kanclerz Angela Merkel bała się, że Viktor Orban poprze kandydata polskiego rządu i usilnie go przekonywała go do poparcia Donalda Tuska.

Na pewno była presja na kraje Grupy Wyszehradzkiej. Podmiotowość V-4 jest czymś, co irytuje kraje starej Unii. Bez wątpienia była presja na Orbana, który przyrzekał, że będzie popierał Polskę. Kiedy stało się wyraźne, że nie ma specjalnych szans na wybór Jacka Saryusz-Wolskiego to węgierski premier zdecydował się poprzeć Donalda Tuska. Sprawa z pewnego punktu widzenia mogła się wydawać błaha, więc postąpił jak postąpił, co można zrozumieć. Ale z drugiej strony, nie jest to rzecz, która by wzmacniała relacje w Grupie Wyszehradzkiej.

Czy to, że premier Beata Szydło nie podpisze konkluzji szczytu będzie miało jakiekolwiek znaczenie i konsekwencje?

Wydaje mi się, że nie, bo to też jedna z cech dzisiejszej Unii, w której większość nie tylko pozwala łamać zasady, ale określa, co jest łamaniem zasad, a co nie. W normalnej sytuacji pojawiłby się poważny problem formalny, ale większość zdecyduje, że takiego problemu nie ma. Podobnie było przy Traktacie Lizbońskim, prezydent Lech Kaczyński długo się przeciwstawiał traktatowi, to wówczas bodaj pani kanclerz Angela Merkel powiedziała, że podpiszą dokument bez Polski i traktat będzie obowiązywał. To było ogromne nieporozumienie, bo był wymagany konsensus i podpis wszystkich państw, gdyby jednak prezydent Lech Kaczyński nie podpisał traktatu, unijni przywódcy też pewnie ominęliby tę przeszkodę. Ostatni szczyt unijny pokazał wszystkie patologie Unii Europejskiej.

Jaką rolę PiS widzi dla Jacka Saryusz-Wolskiego?

Pan Saryusz-Wolski jest teraz wolnym człowiekiem i zobaczymy co będzie robił dalej. Talent, doświadczenie, umiejętności i możliwości pana Jacka Saryusz-Wolskiego nie mogą zostać zmarnowane.

Rozmawiał Tomasz Plaskota