Aktualności

Ryszard Legutko dla portalu "Wpolityce.pl

20 lutego 2017 r.

Zdaje sobie pewnie sprawę z tego, że cała historia z procedurą praworządności jest traktatowo mocno wątpliwa. Jeśli by mu się to udało przeprowadzić, wtedy ta procedura, z którą jego nazwisko jest zresztą jakoś związane, mocą faktów dokonanych stanie się czymś, co będzie służyło jako straszak. To takie połączenie jego osobistego zaangażowania z interesem sankcjonowania zachowań Komisji, które budzą wątpliwości

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl europoseł PiS prof. Ryszard Legutko.

wPolityce.pl: Minister Szczerski podkreślił, że w kuluarach konferencji monachijskiej wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans prowadził „prywatną, osobistą krucjatę przeciwko Polsce”. Jak odnosi się Pan do tych słów?

Prof. Ryszard Legutko: Myślę, że dobrze oddają rzeczywistość. Od pewnego czasu obserwuję Fransa Timmermansa, gdyż jest dość częstym gościem w Parlamencie Europejskim. Zawsze wtedy, gdy odbywają się te nieszczęsne debaty na temat Polski, on  zabiera głos. Widzę, że traktuje to niesłychanie osobiście. To nie jest reakcja pragmatycznego polityka, u Fransa Timmermansa widać błysk fanatyzmu. Zresztą myślę, że to jest dodatkowo wzmocnione faktem, że zdaje sobie pewnie sprawę z tego, że cała historia z procedurą praworządności jest traktatowo mocno wątpliwa. Jeśli by mu się to udało przeprowadzić, wtedy ta procedura, z którą jego nazwisko jest zresztą jakoś związane, mocą faktów dokonanych stanie się czymś, co będzie służyło jako straszak. To takie połączenie jego osobistego zaangażowania z interesem sankcjonowania zachowań Komisji, które budzą wątpliwości.

Zaskoczył Pana jego atak na ministra Waszczykowskiego?

To, że wyszedł ze sprawą polską w dyskusji, która dotyczyła czegoś zupełnie innego i zaatakował jednego z jej uczestników, będącego przedstawicielem kraju członkowskiego było zachowaniem mocno niestandardowym. Tak się po prostu nie robi. Gdy słyszę, że w kuluarach prowadził swoją grę dalej, to dodatkowo wzmacnia to wrażenie, że mamy do czynienia z jego osobistą wendettą. Co prawda często mówi, że kocha Polskę i Polaków, lecz nie przeszkadza mu to w tym, by „dla dobra Polaków” walczyć z polskim rządem.

Skąd bierze się ten jego fanatyzm i nawoływanie innych krajów UE, by wsparły Brukselę w walce z rządem PiS?

Stawia się jednocześnie w roli prokuratora, sędziego i egzekutora. To jest coś niebywałego, co w żaden sposób nie mieści się w standardach instytucjonalnych Europy jako cywilizacji. Jeśli uda mu się przeforsować wzmocnienie przez fakty dokonane czegoś, co było wewnętrzną procedurą, będzie to jego osobistym sukcesem. Także sukcesem tej całej polityki federalistycznej, która jest mu bardzo bliska. Komisja Europejska będzie mogła ustawić się w roli sędziego rządów, parlamentów.

Szokujące jest to, że Timmermans zabiera głos w sprawach innych krajów członkowskich, nie mając często pojęcia o czym mówi.

Jest bardzo sprawny jeśli chodzi o zdolność językową, rzeczywiście włada wyborną angielszczyzną, tylko wypowiada się na temat spraw, na których się nie zna. On nie ma wiedzy na temat kwestii polskich. Wyobraźmy sobie jakiegokolwiek polskiego urzędnika, który ma wyciągnąć wnioski na temat jakiegoś konfliktu wewnętrznego np. w Luksemburgu czy Portugalii na podstawie materiałów dostarczonych mu przez jego biuro czy jakąś instytucję. To zawsze jest kulawe. Nie wiem, czy to, co mówi jest wyrazem jego ignorancji czy bezczelności. W ataku na ministra Waszczykowskiego mówił: „dla nas są święte prawa i zasady”. Nie wiem czy to jest jego niewiedza jak działa Komisja Europejska, czy wspomniana bezczelność.

A jak dziś działa Komisja Europejska?

Od dłuższego czasu obserwujemy łamanie traktatu, obchodzenie go, omijanie lewem i prawem. Nie wiem, czy on tego nie wie, nie jest wystarczająco inteligentny, czy jest po prostu bezczelny. Pamiętam jak pouczał nas, jaka jest różnica między przeciwnikiem a wrogiem. Napuszony mówił, że w demokracji można mieć przeciwników i można mieć wrogów. Chodziło pewnie o to, że my nie uznajemy przeciwników politycznych, co jest oczywistym nonsensem. Rzuca oskarżenie kompletnie pozbawione sensu i podstaw w stronę Polski, że jest u nas totalitaryzm, zamach stanu. Śmie nas pouczać. I kto to mówi wobec kogo. Przecież to wobec nas stosuje się kategorię wrogości- zniszczyć, zlikwidować, pozbawić jakiejkolwiek legitymacji, z czym zresztą kolega Timmermans częściowo uczestniczy i wspomaga.

Część komentatorów zauważa, że minister Waszczykowski mógł mu odpowiedzieć w sposób mniej dyplomatyczny.

Oczywiście można było zareagować w sposób rozmaity. Mógł nawet powiedzieć ostrzej, przypomnieć Timmermansowi, że łamie obyczaje i zachowuje się w sposób niekulturalny, niesłychanie arogancki. Minister Waszczykowski nie był zapewne przygotowany na coś, co mówiąc delikatnie jest skrajnym złamaniem obyczajów, bo to nie była dyskusja na temat Polski. Doświadczony polityk, który zostaje znienacka zaatakowany zwykle odpowiada- i słusznie - na takim samym poziomie, czy w takim samym tonie. Byłoby rzeczą zupełnie błędną i politycznie kiepską jeżeli pan minister udawałby, że nie słyszy, albo nagle zaczął się tłumaczyć czy przepraszać.