Aktualności

Ryszard Legutko dla portalu "Wpolityce.pl

29 maja 2018 r.

Ta retoryka, że UE to wolne zrzeszenie państw i świadomie się integrujemy, jest coraz bardziej iluzoryczne. Obawa jest, że to wszystko runie, jeżeli Włosi wyszliby z euro, bo wtedy inni mogliby ustawiać się w kolejce

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS.

wPolityce.pl: Czy to nie dziwne, że tak duże państwo jak Włochy jest ograniczone w swoich suwerennych decyzjach? Mam na myśli naciski Niemiec na prezydenta Matarellę, by ministrem finansów nie został prof. Paolo Savone. Jak patrzy Pan na kryzys polityczny we Włoszech?

Prof. Ryszard Legutko: Już nie po raz pierwszy instytucje międzynarodowe ingerują w sprawy włoskie. Tutaj mamy do czynienia z niechlubną rolą prezydenta, który jak wiemy zrobił rzecz bezprecedensową, czyli nie dał koalicji, która miała rządzić, prawa do wyznaczania swojego gabinetu. I zablokował ministra, który byłby źle widziany przez instytucje europejskie i przez główne rządy, przede wszystkim Niemcy.

Wszystko przez to, że prof. Savone jest znanym krytykiem strefy euro?

Tak, a unia monetarna jest dość słaba i były obawy, że może to doprowadzić do częściowego exitu, tzn. wyjścia ze strefy euro. To z czym mamy do czynienia we Włoszech jest niesłychanie groźne. Pokazuje mianowicie, że UE rządzona przez głównych graczy ingeruje bardzo brutalnie w sprawy wewnętrzne mocnego kraju europejskiego. Przyczyna tego zapewne również jest taka, że ta koalicja bardzo długo jednak się docierała i nie sprawiała wrażenia mocnej. Może jakby to była mocna większościowa koalicja, to wtedy nie byłoby tak łatwo zaingerować. Ale to i tak nie powód, żeby blokować ministra i wyciągać z kapelusza jakiegoś człowieka, który będzie marionetką. To bardzo brutalna ingerencja w wewnętrzne sprawy innego kraju, dodatkowo opatrzona strasznym europejskim językiem. Najpierw ten rząd zdyskredytowano, jako populistyczny, zanim jeszcze w ogóle powstał. To jest to słowo inwektywa, a później mówi się o nim rząd techniczny. To nie jest powołanie rządu technicznego, tylko rządu, który został narzucony.

Jak Pan to tłumaczy?

To wszystko jest polityka gróźb i pogróżek. Zaczęło się od Anglii i Brexitu, mówiono „nikt nikogo w UE nie trzyma, komu się nie podoba, niech wyjdzie”. Ale wyjście wcale nie jest łatwe. Nikt nie trzyma nikogo w strefie euro? No jednak trzyma. Ta retoryka, że UE to wolne zrzeszenie państw i świadomie się integrujemy, jest coraz bardziej iluzoryczne. Obawa jest, że to wszystko runie, jeżeli Włosi wyszliby z euro, bo wtedy inni mogliby ustawiać się w kolejce.

Ta groźna sytuacja we Włoszech może się powielić w innych krajach UE? Wyobraźmy sobie hipotetycznie, że to wydarza się w Polsce. Do czego może to prowadzić?

Można sobie wyobrazić, że prezydentem jest ktoś taki, jak Komorowski, czy Tusk. Robiłby wówczas wszystko, co by się dało, żeby storpedować funkcjonowanie rządu prawicowego w Polsce. Zwłaszcza, gdyby był słaby i nie miał dużego poparcia, wtedy na pewno byłby torpedowany przez instytucje europejskie. Ta cała opowieść o polityce wspólnotowej jest coraz bardziej fałszywa. Okazuje się, że ten brak suwerenności może być jednak bardzo bolesny. Zresztą KE także brutalnie poczyna sobie z Polską. nie zważając na reguły, ale jeszcze nie ćwiczą z nami scenariusza włoskiego.

Czy w tym sensie można na to, co dzieje się we Włoszech, patrzeć jak na pewien eksperyment polityczny? Uda się we Włoszech, więc tę kalkę będziemy przykładać na inne kraje?

Tak. Mogę sobie wyobrazić, że jak uda się to we Włoszech, to dlaczego nie próbować w innych krajach. To jest wyraźny sygnał, że mamy do czynienia z próbą stworzenia we Włoszech rządu, czy partii spoza tego nurtu, który miał mnóstwo zastrzeżeń do tego, co dzieje się w UE. I okazuje się, że jeżeli można, to będziemy to torpedować, gwałcąc zasady suwerenności i demokratycznego wyboru. Zresztą zasada demokratycznego wyboru już wcześniej była kwestionowana, ona w UE obwiązuje o tyle, o ile wybór jest słuszny. Jeżeli taki nie jest, to są konsekwencje, kary, naciski. Spodziewam się coraz gorszych praktyk tego typu, no chyba, że się coś zmieni po wyborach europejskich, że ten główny nurt osłabnie i już nie będzie można tak łatwo ingerować w  sprawy wewnętrzne innych państw.

Rozmawiał Piotr Czartoryski -Sziler