Aktualności

Ryszard Legutko dla portalu "Wpolityce.pl"

08 maja 2017 r.

Francuzi mają swoje wielkie aspiracje w UE po tym jak zostali zepchnięci na margines za czasów Hollanda. Oczywiście wygrana Macrona, tak jak wcześniej wygrana wyborów prezydenckich w Holandii i Austrii, wprowadza tych przywódców unijnych w stan ekstazy jak to wspaniale teraz będzie. Tylko, że to żadnego z poważnych problemów UE nie rozwiązuje

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS.

Wpolityce.pl: Wygrana Macrona rozpoczyna epokę Hollande bis, jak twierdzą niektórzy komentatorzy sceny politycznej?

Prof. Ryszard Legutko: Niewykluczone, od pewnego czasu było to bardzo prawdopodobne, że tak się to skończy. Prognozy 65 proc. do 35 proc. pokazują mocną pozycję Marie Le Pen. Nabrzmiewający w dalszym ciągu problem migracyjny sprawia, że te okoliczności temu sprzyjają, choć znając Francję i jej lewicowe nastawienie- przynajmniej od XVIII wieku- można powiedzieć, że ta lewica czy lewico- prawica centrum jakoś się będzie bronić, więc ja bym jej nie przekreślał. Natomiast widać tutaj bardzo wyraźnie deficyt osobowościowy. To znaczy żaden z kandydatów tamtej strony nie pokazał się jakoś szczególnie imponująco, łącznie z Fillonem, który miał być takim nowym otwarciem po socjalistach. A Macron jest takim kandydatem, z braku innego, wyłonionym przez sytuację i nagle zdobywa 65 proc. Wiemy o nim niewiele, nie błysnął w czasie tej kampanii, a wygrał tylko dlatego, że w centrum te poglądy prawicowo-lewicowe się mieszają. Czy to będzie kontynuacja tej bardzo zlej, fatalnej prezydentury jego poprzednika? Tego nie da się wykluczyć. No chyba, że stanie się jakiś cud.

Jego zwycięstwo wzmocni w UE tendencje do dzielenia jej na prędkości?

Grozi nam to i nie grozi, to zależy jak na to patrzeć. Oczywiście to pokazuje, że nastąpiła legitymizacja tego, bo tak naprawdę te różne prędkości są już w tej chwili. W ogóle słowo prędkość jest strasznie mylące dlatego, że używane jest tu w kontekście prędkości integracji czy federalizacji, a nie tempa rozwoju gospodarczego. Mówi się, że ci, którzy nie załapią się na pierwszą prędkość będą gdzieś tam z tylu dogorywać. Oni wcale nie będą dogorywać, to będzie zależało od tempa rozwoju gospodarczego. Włochy np. są może w tej pierwszej prędkości jeżeli chodzi o Unię, natomiast gospodarczo są w strasznych tarapatach. Stąd nie trzeba tych dwóch rzeczy mylić. Na pewno Macron pokazał się tu jako federalista, ale myślę, że federalista po części ideologiczny.

Czemu tylko po części?

Bo on chce wskoczyć na siedzenie kanclerz Merkel jak kiedyś Sarkozy i przewodzić tej szpicy integracyjnej. Francuzi mają swoje wielkie aspiracje w UE po tym jak zostali zepchnięci na margines za czasów Hollanda. Oczywiście wygrana Macrona, tak jak wcześniej wygrana wyborów prezydenckich w Holandii i Austrii wprowadza tych przywódców unijnych w stan ekstazy jak to wspaniale teraz będzie. Tylko, że to żadnego z poważnych problemów UE nie rozwiązuje. Można odnieść nawet takie wrażenie, że jeżeli ta ekstaza przywódców Unii jest szczera i oni będą teraz dociskać ten pedał integracji i federalizacji, to tych problemów będziemy mieć jeszcze więcej.

Prezydent Duda składając gratulacje Macronowi podkreślił, że ma nadzieję na dobre relacje. One mogą być takie, skoro ten domaga się nałożenia sankcji na Polskę?

To pokazuje z jednej strony arogancję Francuzów pod adresem Polski, a z drugiej brak doświadczenia, zwykłą amatorszczyznę. Bo jednak poważny kandydat takich wycieczek nie robi pod adresem kraju czy rządu, z którym będzie musiał w przyszłości rozmawiać. Macron na pewno powinien się jakoś wytłumaczyć z tego, a w każdym razie trochę wycofać, bo nie sądzę, żeby polski rząd przeszedł nad tym do porządku dziennego. Jakiś gest z tamtej strony będzie musiał być wykonany, jeżeli te obustronne stosunki mają zostać ożywione. Francuzi powinni zdawać sobie sprawę z faktu, że startują z pozycji znacznie niższej, niż wynikało to z retoryki kampanijnej. Ich pozycja polityczna jest nieporównywalnie niższa w porównaniu z tą, jaką mieli jeszcze kilkanaście lat temu, nie mówiąc już o okresie wcześniejszym.

Rozmawiał Piotr Czartoryski-Sziler